czwartek, 25 września 2014

16. But does anyone care?

Dodaję rozdział o godzinie 1:00, chwilę po zakończeniu prac nad nim. Powód? Nie wiem czy będę miała później czas na takie rzeczy. Po za tym, trzeba jakoś zadowolić czytelników, prawda? ;)
Komentujcie, komentujcie, komentujcie
Zostawcie jakiś ślad, cokolwiek. Widzę, że was przybywa ale nadal się ukrywacie. Wiedzcie, że ja nie gryzę a każdy kolejny komentarz motywuje mnie coraz bardziej :D
To na tyle.
Reckless Ghost xx

***

W ekspresowym tempie znalazłem się za drzwiami sypialni Gerarda. Zdawało mi się, że trzasnąłem zbyt mocno i Mikey to usłyszał. Zdenerwowałem się okropnie. Bicie serca przyspieszyło kilkukrotnie i jeszcze chwila a przysięgam, wyskoczyłoby mi z piersi. Zdrowy rozsądek próbował jednak przebić się ponad strach. Zsunąłem się po zimnej, drewnianej płycie na podłogę i nakryłem głowę rękoma, wkładając ją uprzednio między kolana. Spoglądałem na podłogę zacienioną własnym ciałem i z zamkniętymi oczami policzyłem po cichu do dziesięciu. To chyba jakaś technika relaksacyjna. Podpatrzyłem coś podobnego w jakimś czasopiśmie mamy które po podróży z sypialni, przez kuchnię i salon w końcu  wylądowało w kiblu. Przy dłuższym posiedzeniu dowiedziałem się jak zwalczyć cellulit i co ostatnio miała na sobie Kim Kardashian. Arcyciekawe, muszę przyznać.

Odetchnąłem głęboko i ogarnąłem myśli. Zdarzenia z ostatnich chwil uświadomiły mi, że to całe przeczucie Gerarda wcale nie było mylne. Jego zmysł słuchu albo wrodzony instynkt rzeczywiście odnalazł w tym domu żywą duszę. Komiksy jakie zamierzałem zanieść do salonu pozostały na swoim miejscu, a ja przyspieszając kroku kręciłem się po pokoju szukając jakiegokolwiek rozwiązania. Najwidoczniej młodszy Way przez ten cały czas spał, albo po prostu był czymś niezmiernie zajęty. Na tyle, by nie wyjść ze swojej twierdzy po to żeby skorzystać z toalety czy zjeść śniadanie.

Dlaczego on tak w ogóle nie był w szkole? Spojrzałem na zegarek elektroniczny stojący na biurku. Było grubo po dziesiątej. Do głowy przychodziły mi dwie odpowiedzi, na pytanie dlaczego Mikey opuścił lekcje. Pierwsza to najzwyklejsze w świecie wagary, brak chęci do nauki i integrowania się ze społeczeństwem, lenistwo, głupota, sprawdzian na który chłopak nie miał chęci się uczyć. Druga to jakiś chytry plan, który miał na celu rozszyfrowanie relacji mojej i Gerarda. Według tej teorii, Mikey został w domu by przekonać się czy dźwięki usłyszane w nocy i nasza nieobecność w jakimkolwiek innym pomieszczeniu prócz sypialni czarnowłosego wróżą jakieś pedalskie schadzki. Chyba popadam w paranoję.

Co ma się stać, to się stanie. Mikey nie jest jakimś duchem świętym, bogiem albo innym jebanym jednorożcem. Nie może nas jednogłośnie osądzić, skazać na wykluczenie ze społeczeństwa czy sprawić, że kościół nas wyklnie i jakieś stuknięte mohery za jego namową zaczną obrzucać nas kartoflami. Jeśli ten chłopak rzeczywiście coś podejrzewa, to niech kurwa podejrzewa dalej. Albo i lepiej! Gdy z jego ust usłyszę chodź jeden kąśliwy żarcik o moim homoseksualizmie, z wielkim uśmiechem na ustach potwierdzę jego słowa na finał całując Gerarda namiętnie i długo, wskakując równocześnie w jego ramiona. W mojej głowie to wszystko wyglądało obiecująco. Nagły przypływ odwagi i humorystyczne, ostre zagranie wydało mi się genialnym pomysłem. Czy jednak w rzeczywistości doszłoby do którejkolwiek z tych rzeczy? Czas pokaże.

Póki nie mam pewności co do intencji Mikey’ego, muszę zachować pozory normalności. Jakby to wszystko było codzienną sytuacją. Znajomi spędzają noc w domu jednego z nich, oglądają filmy śliniąc się do apetycznych aktoreczek – przynajmniej ten z nich który rzekomo nie jest pedałem.  Czytają komiksy i kłócą się o możliwości jednego z bohaterów, gdy jeden z nich twierdzi, że ten jest cieniasem i grupa superbohaterów powinna go wykluczyć a drugi pozostaje w przekonaniu, że jest on nadzwyczaj dobry i powinien owej grupie przewodzić. Po nocy spędzonej na rozmowach postanawiają urwać się z lekcji i poobijać na kanapie. To przekonująca wersja. Bez wiedzy którą posiadam, sam bym się nabrał.

Zgarnąłem komiksy pod pachę i pewny siebie ruszyłem do salonu. Gdy znalazłem się w progu ujrzałem uroczy obrazek Gerarda leżącego w dziwnej pozycji, z głową odchyloną do tyłu i nogą przewieszoną przez oparcie kanapy. Nucił jakiś kawałek, by po chwili przejść w głośny zakłócany telewizyjną paplaniną śpiew.  Druga jego noga ruszała się w rytm wydawanych przez chłopaka dźwięków. W dłoni ściskał pilot od telewizora. Po chwili z bezwładnego zwisu przeszedł w energiczne wymachiwanie dzierżonym przedmiotem. Uśmiechnąłem się.
-Co ty wyprawiasz? – zapytałem ledwo powstrzymując śmiech. Chłopak uniósł głowę i spojrzał na mnie z głupawą miną.
-A na co ci to wygląda?
-Na całkiem udane popisy wokalne. – usiadłem na wolnym skrawku kanapy i złapałem za dłoń chłopaka, podciągając go do siadu. Rzuciłem mu na kolana przyniesione egzemplarze. Nie chciałem owijać w bawełnę. Musiałem go poinformować o obecności Mikey’ego by ten na wszelki wypadek zaczął się hamować.
Już otwierałem usta lecz niespodziewanie chłopak naparł na nie swoimi, przyciskając mnie do kanapy na której się znajdowaliśmy. Zastanawiałem się, czy było to podziękowanie, za określenie jego wycia ‘udanymi popisami wokalnymi’, czy może zwyczajna tęsknota za kontaktem fizycznym. Nie wiem w którym momencie Gerard przełożył komiksy z kolan na stolik, ani tego, jakim cudem teraz leżałem w poprzek kanapy przytrzymując biodra chłopaka by ten nie zleciał na ziemię. Wszystko działo się tak szybko, że ledwo co kojarzyłem fakty sprzed kilku chwil. Zatraciłem się w pocałunku który on pogłębiał z każdą kolejną chwilą. Nadawał temu wszystkiemu zmysłowości. Cisza zakłócana cichymi pomrukami czarnowłosego potęgowała podniecenie jakie zacząłem niespodziewanie odczuwać. I pomyśleć by, że jeden gest z jego strony pozwoli mi zapomnieć o tak ważnej sprawie. Otworzyłem oczy wcześniej pogrążone w błogim stanie ukojenia, jakie dawały mi  wargi Gerarda które w tym momencie znajdowały się gdzieś przy moim uchu. Wytrzeszczyłem spojrzenie znajdując wzrokiem postać wysokiego blondyna tuż przy wejściu. Opuściłem dłonie którymi wcześniej przytrzymywałem pośladki mojego chłopaka.
Mikey wpatrywał się w nas nie ukrywając zdziwienia. Pierwsze o czym zapewne pomyślał to ‘miałem rację, pod tym dachem szerzy się pedalstwo’. Rozdziawione wargi i brak pomysłu na skonstruowanie najprostszego zdania zwiastowały nadchodzącą burzę. Teraz chłopak milczy, lecz ilość myśli i teorii jakie układają się jego głowie musi być iście przytłaczająca.  Wybuchnie. Wybuchnie niczym wulkan zalewając nas masą pytań – tego byłem pewien.
-Gerard… - mruknąłem poważniejąc na co chłopak natychmiastowo zareagował. Przełknął głośno ślinę i zaciskając zęby zszedł z mojego ciała pozostawiając zimną pustkę. Usiadłem natychmiast i poprawiłem roztrzepaną fryzurę. Spojrzałem speszony na Gerda który powolnym krokiem szedł w stronę swego brata.
-Mikes…
-No kurwa – Młodszy Way z rezygnacją opuścił dłonie uderzając nimi o swoje uda. –Fajne rzeczy tu się dzieją, gdy śpię. – chłopak zaśmiał się kpiąco.
Kiedy Gerard pobiegł za swoim bratem, ja zawstydzony pozostałem w tej samej pozycji co wcześniej. Słyszałem ich kłótnię, błagalny ton Czarnowłosego oraz coraz to głośniejsze śmiechy i obelgi jakimi obrzucał go Mikey. Po chwili bezczynności jaka mnie dosłownie zabijała, wbiegłem na górę do pokoju blondyna gdzie odbywał się ten jebany cyrk.
-Przestańcie kurwa! – wrzasnąłem na wejściu.
-Zamknij się. – warknął Mikey zaciskając pięści. –Mówiłem ci, żebyś uważał na tego jebanego pedała! Po jednej nocy bez prądu nagle staliście się sobie tak bliscy? Frank, kurwa myślałem, że TY jesteś normalny!
-Jak widać nie jestem – uśmiechnąłem się z wyższością odsłaniając rządek równiutkich ząbków. Ułożyłem dłoń na biodrze i zacmokałem kilka razy. –Pedał – zaśmiałem się - Tak trudno zaakceptować ci odmienność brata? A może ja o czymś nie wiem, co? Może w tym wszystkim jest coś więcej. – podszedłem do chłopaka cały czas mierząc go wzrokiem. –A co w tobie jest takiego normalnego? W czym jesteś od nas lepszy? –złapałem za dłoń Gerarda który stał krok za mną najwyraźniej nie wierząc własnym uszom. Byłem pewien, że do tej pory uważał mnie raczej za kolesia który się nie wychyla. No, poza tym wyskokiem w barze, gdy stanowczo odmówiłem Andy’emu. Wcześniej wyglądałem na przerażonego. Myśl o tym, że ktokolwiek może nas przyłapać była dla mnie koszmarem, powodowała ścisk w żołądku i odruch wymiotny. Po pierwszym szoku musiałem jednak coś z tym wszystkim zrobić. Moja obawa się spełniła, to fakt, jednak zawsze mogę zmniejszyć konsekwencje naszej nieumyślności. Poczułem się w obowiązku, by wygarnąć Mikey’emu to jak koszmarnie zachowuje się wobec własnego brata.

Cofnąłem się stając obok swojego chłopaka. Czekałem na odpowiedź ze strony Mikey’ego, który zdawał się szukać właściwych słów czy też obelgi którą mógłby zakończyć tą farsę.
-Ja Pieprzę.. –syknął zamykając oczy w zrezygnowaniu.
-Ja też. Twojego brata. – Gerard szturchnął mnie w ramię gdy ja z wesołością stwierdziłem ten jakże oczywisty fakt. –No co? –szepnąłem spoglądając na niego.

-Zapędzasz się – Czarnowłosy posłał mi karcące spojrzenie. W jego oczach dojrzałem zmęczenie. Ta sytuacja zdawała być się dla niego normą, jakby takie kłótnie przeprowadzał z bratem na co dzień. Może właśnie tak było. Może przeszkodziłem w rutynowej rozmowie, wymianie zdań jaka cyklicznie u nich występowała. Czynnikiem w tym przypadku byłem ja, chłopak który lizał się z bratem drugiego, powodując oburzenie u pierwszego. Mikey miał o Gerardzie jednogłośną opinię. ‘Dziwny aspołeczny pedał’. Widok jaki zastał nie byłby dla niego niespodzianką, gdyby nie fakt, że to ja byłem tym drugim. Widocznie blondyn pokładał we mnie jakieś nadzieje.

-Okej, mam dość. Róbcie co tam sobie chcecie, ja po prostu… myślałem, że jesteś inny – Słowa które zostały skierowane wprost do mnie zdawały się mieć w sobie nutkę żalu. Przecież to, że jestem związany z Gerardem nie przekreśla mnie od razu jako człowieka, prawda?


-Też tak myślałem. – skwitowałem wzdychając cicho. Gee postanowił wyjść z inicjatywą i zakończyć tą nad wyraz dziwną konwersację. Nagle bez słowa pociągnął mnie w stronę wyjścia, a gdy znaleźliśmy się już w korytarzu, trzasnął za sobą drzwiami najmocniej jak tylko mógł. 

6 komentarzy:

  1. Kurde, sądziłam że skomentowałam poprzedni rozdział, ale chyba tego nie zrobiłam i jestem wkurzona.
    Pierwszy raz chyba natykam się na sytuację, w której Mikey nie akceptuje Frerarda.
    Serio, no bo zawsze on jest taki tolerancyjny...jednorożce, mikrofalówki...
    Yyy.
    Ale to miła odmiana, bo ta 'rutyna' zaczynała być męcząca.
    Aczkolwiek czekam na dalsze rozwinięcie tego wątku, być może Majkej zrozumie, ze związek Gerarda z Franiem niczego nie zmienia.
    No to nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na następny :3
    Życzę weny i papa! ♥

    /GerardwMymLozku

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadzam się z koleżanką GerardwMymLozku, fajnie, że postać Michała jest przedstawiona w inny sposób i tym razem nie jest tym cichym i nieśmiałym braciszkiem. czekam na kolejny rozdział i ogólnie fajnie, że bardziej się rozpisujesz. akcja się rozkręca, podoba mi się *o*

    OdpowiedzUsuń
  3. "-ja pieprze...
    -ja też. Twojego brata"
    JA SIĘ AUTENTYCZNIE POPŁAKAŁAM
    WSZYSTKO SUPER DUPER
    :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma to jak czytanie na raz pod rząd 16 rozdziałów xD Bardzo mi się spodobał ten Frerard. Być może dlatego, że jest inny niż wszystkie, co do tej pory czytałam? Mniejsza o to, bo to mało istotne. xD Martwi mnie, że Mikey jest taki nietolerancyjny i nie akceptuje swojego brata, no ale cóż, musi się coś dziać. Mikey nie może być zawsze tym dobrym, kochającym jednorożce i akceptującym wszystko chłoptasiem xD Zastanawiam się również nad tym, co może się stać, gdy biedny Frank wróci do domu... Jego tata może mu urządzić niezłą kłótnię ;/
    Wszystko ładnie i w ogóle, miło się czyta ;)
    Bardzo mi się podoba (już to napisałam, ale lubię się powtarzać, nie zwracaj na to w ogóle uwagi XDDD), życzę duuuużooo weny i z niecierpliwością czekam na następny rozdział, który mam nadzieję, że pojawi się za niedługo! :D
    xoxo,
    Nancy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta, wiem, dawno nie komentowałam, nie? Surimasen, czasu nie było ;-;
    Rozdział super duper, bardzo mi się spodobał. Jedyne co mnie smuci, to nietolerancyjny Majks-dlaczego on obraża Frana i Gee?
    Tak samo jak Nancy Grant-zastanawia mnie, co się stanie, gdy Frano wróci do domu...pewnie będzie miał przechlapane
    A moment "-Ja Pieprzę.. –syknął zamykając oczy w zrezygnowaniu.
    -Ja też. Twojego brata." PO PROSTU KOCHAM XD
    Bardzo fajnie się czyta to opowiadanie, jest tak...lekko napisane.
    A więc, życzę weny, jak najszybciej nowego rozdziału, no i-mam nadzieję, że dobrze Ci tego życzę-miłej zabawy na koncercie rudego! :D

    OdpowiedzUsuń