Następny rozdział pojawi się, kiedy zobaczę pod postem 3 komentarze :v (a jest on gotowy więc może wstawię nawet jutro... ;p)
***
-Może usiądziemy? – uśmiechnąłem się i wskazałem ręką na
wolny stolik gdzieś z boku. Gerard wzruszył ramionami i po chwili siedzieliśmy
już we czwórkę racząc się tanim piwem.
-Chuck mówił, że Nolan ma lepszy towar i dzisiaj go
dostarczy. – powiedział Andy odkładając pusty kufel na blat.
-Lepszy towar mówisz… pójdzie w obieg? – nie zwracałem uwagi
na Wayów chociaż widocznie zainteresowali się rozmową.
-Obieg? – Andy zaśmiał się – To nasza działka za pomoc.
Powiedziałem Nolanowi, że tym razem koka zastąpi hajs.
-Zwariowałeś?! -
wykrzyknąłem nagle strasząc samego siebie. Zamknąłem oczy i odetchnąłem. –Potrzebuję
kasy jełopie, nie kolejnej nocy na haju!
-Wyluzuj, to tylko jeden raz!
-Jeden raz?! Już kiedyś odwinąłeś podobny numer i obiecałeś,
że to się nie powtórzy!
-Wyluzuj… jeśli nie chcesz, chłopaki mogą przyjąć twoją
działkę. Prawda?
Starszy Way milczał w osłupieniu a młodszy ni to z
wesołością, ni z zakłopotaniem chichotał patrząc w swój kufel.
-Nie ma sprawy, Andy. Ale nie sądzę, że Frank zechce się
podzielić. – powiedział nagle Mikey widząc moją naburmuszoną minę.
-Bierzcie. Bierzcie kurwa ile chcecie. Ale mnie w to więcej
nie mieszajcie! – zacisnąłem pięści pod stołem. –Kończę z tym. Znajdę normalną
pracę i chuj mnie ‘szybka kasa’! – zostawiłem banknot pięciu-dolarowy na stole i
wstałem przepraszając po drodze Gerarda który blokował mi przejście. Andy nawet
nie wstał, nie próbował mnie namówić. Pewnie już obmawiali to z Mikey’im.
Będzie mieć nowego kolegę po fachu. Cholera. Mam dość tego gówna ale kumpla nie
chcę stracić. Wyszedłem z baru. Po chwili zatrzymałem się przy jakimś budynku i
oparłem o ceglaną ścianę. Z nerwów zacząłem przeszukiwać kieszenie w
poszukiwaniu fajek, zapominając, że ich z domu także nie zabrałem.
-Tego szukasz? – odezwał się nagle znajomy głos wyrywając
mnie z rozmyślań dotyczących przyszłości.
Spojrzałem przed siebie i ujrzałem Gerarda wyciągającego
paczkę papierosów. Uśmiechał się nieśmiało i czekał na moją reakcję. Ja jak
debil stałem z rozdziawioną gębą i patrzyłem się na niego. O czym to ja…
-Dzięki – wydukałem biorąc jedną fajkę od znajomego. –Masz
ogień?
Way podał mi zapalniczkę.
-Mój brat to kretyn – powiedział odbierając swoją własność.
-Tak samo jak mój przyjaciel – westchnąłem. To prawda, w
głowie mu tylko kasa, dragi i upijanie się do nieprzytomności. –Widzę, że ty
taki nie jesteś.
-Nie – zaśmiał się uroczo. – Ja jestem tym dziwnym bratem
który trzyma się na uboczu.
-Więc nie jestem sam. –wzruszyłem ramionami. Nagle oboje
zaczęliśmy się śmiać. W tej chwili czułem, że się rozumiemy. Spojrzałem mu w
oczy, lekko przykryte pasemkami ciemnych włosów mając wielką ochotę, by
odgarnąć je i odkryć w stu procentach to, co kryje się w jego spojrzeniu.
Zaraz. Co?!
-Gdzie się wybierasz, Frank?
-Właściwie, to nawet nie mam pomysłu… stąd do mnie jest pół
godziny drogi. Chyba pójdę do domu… - spojrzałem na chłopaka który zastanawiał
się nad czymś. Odezwał się nagle podekscytowany.
-Wiesz co? Dwie ulice dalej znajduje się urocza kawiarenka.
Często tam chodzę żeby rysować i pić pyszną kawę którą serwują. Może chciałbyś
tam ze mną pójść?
-Mmm, kawa. Czytasz mi w myślach, wiesz?
-Cieszę się. – Gerard uśmiechnął się przyjacielsko i
ruszyliśmy. Szedłem zdając się na Gerarda, który znał drogę na pamięć.
-Ty nie zapalisz? – spytałem wydychając gęsty dym.
-Ograniczam.
-Dla zdrowia?
-Właściwie, to testuję swoją wytrzymałość. –skwitował
czarnowłosy.
-Więc pozbywasz się fajek na prawo i lewo, kiedy tylko
nadarzy się okazja? – uśmiechnąłem się wsłuchując w własny żart.
-Coś w tym rodzaju. –odpowiedział chłopak z nutką ironii w
głosie. Wywaliłem peta i próbowałem nadążyć za chłopakiem.
Chwilę później znaleźliśmy się w przytulnej kawiarence. Była
oszczędnie urządzona ale zapraszała do siebie bez dwóch zdań. Od wejścia
poczułem zapach świeżej kawy i ciasta. Aż zgłodniałem.
Gdy usiedliśmy Gerard od razu wyjął szkicownik. Podeszła do
nas młoda blond kelnerka. Czarnowłosy z obojętnością wymienił swoje zamówienie
i po chwili zerknął na mnie, oczekując, że też to zrobię.
-Ja poproszę to samo – odparłem zmieszany. Rzeczywiście, stały
z niego bywalec.
-Co będziesz rysować? –zapytałem opierając łokcie o blat.
-Będąc tu zwykle portretuję klientów. Zechciałbyś zostać
moim dzisiejszym modelem? –zapytał z nadzieją.
-Jasne – odparłem bez wahania. Chciałbym zobaczyć cząstkę
umiejętności Waya, choćby dlatego, że z jego ogólnego opisu i własnych
dopowiedzeń zorientowałem się, że jest naprawdę zawziętym artystą i ceni sobie
sztukę. Jestem ciekaw, czy talent dorównuje tym aspiracjom.
Gdy dopijaliśmy kawę a Gerard kończył rysunek byłem zmuszony
by patrzeć cały czas wprost na niego. Nie wiem, czy mnie to jakoś zniechęciło.
Widok ten o dziwo wcale nie był taki zły. Gee przyciągał do siebie. Przez ten
niedługi czas, zdążyłem przyjrzeć się jego oczom. Miały niebywały odcień. Dojrzałem
w nich to z jaką pasją pracował. Nad rysunkiem przedstawiającym mnie. Czy
powinienem czuć się zaszczycony? Nowy, charyzmatyczny kolega już w pierwszym
dniu naszej znajomości wykonuje mój portret. Czy to jest coś osobistego? Nigdy
się nad tym nie zastanawiałem. Aż do teraz. Po chwili Gerard obrócił szkicownik
w moją stronę bym ujrzał skończony rysunek. Był piękny.
-Jejku.. – tylko tyle byłem w stanie z siebie wydusić. –Masz
wielki talent.
-Dziękuję – Gerard uśmiechnął się po czym schował swoje
przybory do torby.
-Więc… -zaczął nagle gdy moje myśli odpływały w jakimś
dziwnie artystycznym kierunku – Chcesz znaleźć normalną pracę?
-Tak jakby. Jutro pochodzę po okolicznych sklepach i popytam
czy kogoś potrzebują… a co?
-Nie nic, ale zaimponowałeś mi.
-Naprawdę, czym? –spojrzałem z uwagą na chłopaka który w tej
chwili przejechał językiem po dolnej wardze. Poczułem dziwny dreszcz.
-Zdecydowałeś się na uczciwe życie. Jesteś młodym
człowiekiem i jestem pewien, że nie jeden myślał już o powrocie na właściwą
ścieżkę. Oni myśleli a Ty to zrobiłeś. To imponujące.
-Dzięki… - Ten chłopak potrafi podnieść na duchu.
Pożegnaliśmy się gdy Gerard stwierdził, że musi odwiedzić
babcię. Opowiedział mi chwilę o tej kobiecie i chyba jest z nią naprawdę mocno
związany. Mikey twierdzi, że jego brat jest dziwakiem. Może to dobrze. W
gruncie rzeczy, Gerard jest dobrym człowiekiem i wcale nikomu nie wadzi. Jego
oryginalność nie budzi wcale odrzucenia. Ten chłopak przyciąga do siebie i mimo
iż poznałem go kilka godzin temu, mam wrażenie jakbyśmy znali się już od dawna.
Udałem się powoli w stronę domu z uśmiechem na twarzy.
Rodzice są w pracy do późna więc nie będzie problemu z tym, że wracam kilka
godzin przed zakończeniem lekcji. Po drodze postanawiam wstąpić do sklepu z
płytami, żeby zobaczyć czy mają album za którym rozglądam się od dłuższego
czasu. Przeszukałem wszystkie półki w dziale z ‘rockiem’ ale płyty brak. No
trudno. Po chwili mnie olśniło więc podszedłem do kasy.
-Szukacie może pracowników?
To jest świetne. Postacie i sytuacje, w których się znajdują są tak dobrze opisane, że nie można tego o tak przestać czytać. A Gerard jest naprawę intrygującą postacią.
OdpowiedzUsuńJuż czekam na następny rozdział :)
Ciekawie się zaczyna. Życzę, dużo weny
OdpowiedzUsuńDaje znak ze czytam i ze generalnie to mi sie podoba. Historia idzie do przodu i dobrze przemycasz Franciszkowe zafascynowanie Gee :)
OdpowiedzUsuńMusisz popracowac nad jezykiem bo masz troche kalamburow ale to wszystko kwestia praktyki i czytania.
Pisz dalej