Jeśli ktoś to czyta, to niech da znak życia xd Zapraszam ;)
***
Gdy wstałem następnego ranka i zorientowałem się, że jestem
spóźniony na pierwszą lekcję, prawie zleciałem z łóżka. Cholera! Miałem
klasówkę z bioli! Ubrałem się szybko w jakieś przetarte jeansy, trampki,
koszulkę z logo zespołu i z plecakiem przewieszonym przez ramię wybiegłem z
domu.
Zapowiadał się ciężki dzień. Zwłaszcza że nie zdążyłem się
umyć i wziąłem tylko jakieś drobne na lunch.
Gdy dotarłem na miejsce i przekroczyłem próg znienawidzonej
placówki natychmiast podbiegł do mnie Andy.
-Stary, wybywamy. – złapał mnie za ramiona i wyciągnął na
zewnątrz. Biorąc pod uwagę upał i to, że za 3 minuty powinienem być w klasie,
wolałem jednak zostać w środku.
-Wybywamy?
-Tak. Idziemy z jednym moim kumplem do parku. Trzeba
korzystać z ładnej pogody! – teatralnie wskazał rękoma na słońce które już od
wczesnych godzin nieźle przygrzewało.
-Znam tego kumpla? – zapytałem wyraźnie zniechęcony
okolicznościami.
-Mikey z przeciwległej klasy.
-Ah.. – westchnąłem gdy zaczął mnie prowadzić za szkołę
gdzie znajdowało się boisko. Wyszliśmy tylnym przejściem i wkroczyliśmy na
prostą drogę prowadzącą do parku miejskiego. Świetne miejsce na wagary, powaga.
-Mikey mówił, że weźmie brata. To taki nieśmiały typek z
innej budy. Często szlajają się razem z racji tego, że starszego Waya nikt
raczej nie lubi.
-To ciekawe… - powiedziałem patrząc przed siebie i właściwie
olewając słowa przyjaciela. Matka mnie zabije a ojciec pozostanie w przekonaniu,
że jestem nic nie warty. Tak właśnie skończą się te wagary.
-Słuchasz mnie Iero? – zapytał wyraźnie oburzony.
-Tak. Mikey i jego brat którego nikt nie lubi. Można
wiedzieć czemu? – wszedłem w temat by nie irytować Andy’ego bardziej. A on
naprawdę szybko się denerwuje.
-Nie wiem jak ma na imię ale Mikey opowiadał o nim sporo
podczas ostatniej popijawy. Jest dziwakiem. Artystyczna dusza i te sprawy. Nosi
się jak ty i mimo opinii nieśmiałego, czasem nieźle się rozkręca.
-W jakich okolicznościach? – zaciekawił mnie, skubany.
-Jak za dużo wypije – Andy wybuchnął śmiechem i zatrzymał
się nagle całkiem poważniejąc. – To on… - popukał mnie w ramię zmuszając bym
spojrzał w lewo. Zalesioną alejką szło dwóch kolesi. Blondyn z okularami i
idący kilka kroków za nim czarnowłosy. Sądząc po strojach, ten drugi był bratem
‘dziwakiem’ a pierwszy to zapewne Mikey. Po chwili podeszli do nas. Andy rzucił
się z uściskiem na blondyna dając mi do zrozumienia, że wcale się nie myliłem.
Czarnowłosy stał za nim patrząc jak ten wita się z moim przyjacielem.
-Mikey, poznaj Franka. Frank, to jest właśnie Mikey –
powiedział rozradowany Andy jak zwykle wymachując rękoma z podekscytowania.
Cały on.
-Cześć – podałem blondynowi rękę i gdy ją puścił, mój wzrok
skierował się na czarnowłosego stojącego w tym samym miejscu co chwilę temu, kiwającego
się zstępując z pięt na palce i tak w kółko. Mruknąłem na co on nie zareagował.
-Gerard! Obudź się! – krzyknął Mikey by wyciągnąć swego
brata z jego własnego świata. –To jest Andy a to Frank. Przyszliśmy się z nimi
spotkać więc z łaski swojej mógłbyś zacząć zachowywać się jak normalny
człowiek!
Spojrzałem na Gerarda który w jednej chwili ożywił się i
wystawił rękę jako gest przywitania. Uścisnąłem ją i szczerze się uśmiechnąłem.
–Miło mi cię poznać – spojrzałem czarnowłosemu w oczy a on, po tym jak
odwzajemnił przyjacielski uśmiech, odwrócił szybko wzrok i puścił mnie, jakbym
go prądem poraził. Wow, naprawdę jest jakiś aspołeczny. Wydaje się w porządku i
dam mu jednak szansę. Możemy stanowić z chłopakami zgraną paczkę.
-Jaki jest cel tej podróży? –spytałem całą trójkę gdy
byliśmy już po drugiej stronie parku a Andy i Mikey właśnie zakończyli dyskusję
o tym, który klub w naszej okolicy jest wart odwiedzin.
-Pójdziemy do baru – oznajmił z radością Andy klaszcząc w
dłonie i strasząc Gerarda który szedł obok niego. Chłopak aż podskoczył. Nie
chcę wiedzieć jak głęboko w tym momencie tkwił w tym tak zwanym ‘swoim
świecie’. Musiał być o wiele ciekawszy od naszej trójki. Zrobiło mi się trochę
przykro na myśl, że czarnowłosy ma nas kompletnie w dupie. Mikey już pewnie przyzwyczaił
się do dziwactw brata, ale mnie to nie da spokoju. Gerard mnie zaintrygował i
muszę do niego dotrzeć.
-Nie za wcześnie na picie? – zapytał nagle Gerard, gdy
staliśmy na przejściu dla pieszych, kilkadziesiąt metrów od baru.
-Chuck sprzedaje nam alkohol a ty jeszcze na godzinę
patrzysz?! Gee, co z tobą? Zwykle napalałeś się na wspomnienie wspólnego picia.
– odpowiedział mu brat klepiąc czarnowłosego po plecach.
-Zmieniłem się…
Blondyn prychnął i po chwili wybuchnął śmiechem. –Więc teraz
będziesz przykładnym uczniakiem? Stary, zabierałem cię wszędzie żebyś zaczął
integrować się z ludźmi! A teraz co? Chcesz to wszystko zaprzepaścić?
Przeszliśmy na drugą stronę milcząc. Patrzyłem na
czarnowłosego który widocznie zastanawiał się co odpowiedzieć bratu, który już
chyba zapomniał o całym temacie pochłonięty wymianą zdań z Andy’m. Gerard
podniósł nagle wzrok i spojrzał na mnie. Szliśmy tak obok siebie przez jakiś
czas, aż w końcu stanęliśmy przed wejściem do baru.
-Sally’s. Nasze zbawienie – odetchnął zadowolony Andy i po
chwili złapał za klamkę. Weszliśmy do środka. Trzymałem się blisko milczącego w
dalszym ciągu Gerarda a chłopaki poszli po trunki.
-Brat się o ciebie troszczy… - wypaliłem nagle wyciągając
Waya z rozmyślań.
-Nie potrzebuję tej troski. Chodzę z nim wszędzie bo matka
na to nalega. Cała rodzina ma mnie za dziwaka, ale ja po prostu nie potrzebuję
ludzi. Mam sztukę, muzykę i to mi wystarcza. Jestem wdzięczny bratu za starania
ale powtarzam, nie potrzebuję tego.
Gerard
zaskoczył mnie tym nagłym wyznaniem. Zacząłem go w pewnym sensie rozumieć. Był
samotny, zupełnie jak ja. Dopiero co go poznałem, ale chcę by ta znajomość
przetrwała. Chcę dać mu to, czego według siebie nie potrzebuje, ale w inny
sposób niż brat. Chcę by to jemu zaczęło zależeć.
to jest naprawdę świetne. już nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3
OdpowiedzUsuń