sobota, 2 sierpnia 2014

6. Gerard

komentujcie a nowy rozdział pojawi się szybciej x

***


Czarnowłosy otworzył usta by mi jakoś odpowiedzieć ale nie zdążył tego zrobić gdyż wpiłem się w nie przelewając  w  pocałunek wszystkie swoje tłumione uczucia. Przyparłem go do szafek które wydały z siebie cichy odgłos puknięcia i kontynuowałem pieszczotę nie widząc oporu z jego strony. Nagle poczułem dłoń spoczywającą na moim kroczu. Byłem kurewsko podniecony i w tym momencie marzyłem by pozbyć się dolnej części garderoby. Nie. Marzyłem o tym, żeby to stało się z jego inicjatywy. Poczułem w ustach jego język i nie myśląc wiele zacząłem prowadzić z nim krótką przepychankę w walce o terytorium. Było to miłe, ciepłe i trwało w nieskończoność. Oplotłem go w pasie dłońmi i zbliżyłem do siebie bardziej, jeśli było to w ogóle możliwe. To był idealny moment. Gerard delikatnie wplótł palce w moje włosy a jego druga dłoń, przechodząc przez całe moje ciało dotarła do szyi. Przeszedł przeze mnie przyjemny dreszcz.
Przerwaliśmy pocałunek i oddychając niespokojnie, spojrzeliśmy na swoje twarze z odległości kilku centymetrów. Uśmiechnąłem się. Nigdy, nigdy w całym swoim życiu nie byłem tak szczęśliwy. Nagle bez uprzedzenia chłopak pocałował mnie lekko i po chwili odsunął się dalej. Musiał przetrawić to co się przed chwilą stało. Tak samo jak ja, ale nieschodzący z moich ust uśmiech od którego bolała mnie twarz i ogromna radość odbierały  zdrowy rozsądek. Odgarnąłem włosy do tyłu.
-To było… - zaczął
-wspaniałe. – dokończyłem za niego i uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Ałć
Chłopak spojrzał na mnie z tym samym efektem który rozpoczął całe to zajście. Był cholernie seksowny i to mnie podnieciło.
-Chciałbym to powtórzyć – wydukałem nie mogąc bardziej wysilić mózgownicy. Nie pomyślałem, że dla niego to mogła być jednorazowa przygoda. Ja widziałem już cały nasz związek który w normalnym świecie, nie mógłby mieć racji bytu. Nie obchodziło mnie to. Chciałem z nim być a to jak się zachowywał wskazywało, że on też nie był tej opcji obojętny.
-Zobaczy się później, kotek. – Gerard uśmiechnął się i wskazał palcem na szklane drzwi przez które właśnie przechodził jego brat i dwóch typków. Wyprostowałem się ,odchrząknąłem i zacząłem iść w ich stronę uśmiechając się i udając, że do niczego nie doszło.
-Hej chłopaki! Co tak długo?
-Matt nie potrafił wcisnąć wuefiście bajeczki o chorobie więc musieliśmy improwizować z jakimiś wysypkami w miejscach intymnych – Mikey zaśmiał się stukając w ramię bruneta w czapce naciągniętej niemal na oczy.  – Gerard? – spojrzał na swojego brata który nie wiem kiedy znalazł się tuż przy moim boku.
-Nie masz teraz lekcji? – zapytał go Matt wyraźnie rozbawiony.
-Mam i chyba się na nie wybiorę. Do zobaczenia później bracie – odpowiedział znużony ale nadal słyszałem nutkę podniecenia w jego głosie. Był niespokojny a jego harmonia została naruszona. Byłem tego powodem. Wymieniłem z nim spojrzenie które mówiło ‘wiemy coś, o czym nie macie pojęcia’ po czym chłopak oddalił się w stronę klasy. Podążałem za nim wzrokiem aż nie zniknął za drzwiami.
-Co to kurwa było?! – zapytał nagle Mikey.
-Nic. Spotkałem znajomego, przywitaliśmy się i… to jak, gdzie idziemy? – zmieniłem szybko temat by nie zwracać na mnie i Gerarda większej uwagi. Matt i jego o głowę wyższy kolega z bujną czupryną zapewne nic by nie podejrzewali ale Mikey znał brata i zapewne ma jakieś teorie co do jego orientacji. Wolałem nie ryzykować.
-Miejsce do którego się udamy jest niespodzianką – Mikey uśmiechnął się tajemniczo. –Tak w ogóle, to Matt i Ray, kumple od wspólnego grania. Chłopaki, to jest Frank.
Uśmiechnąłem się do nich i wymieniłem uściski dłoni.
-Wspólne granie? Macie jakiś zespół czy chodzi o hazard?
-Czasem pogrywamy w pewnym miejscu. Lubimy wymienić się opiniami na temat muzyki i wspólnie tworzyć coś nowego – odpowiedział mi Ray. Miał miły łagodny głos i od razu zobaczyłem, że zna się na rzeczy.
-Zgaduję, że jesteś gitarzystą!– strzelałem ale chyba trafiłem bo chłopak od razu się uśmiechnął.
-Też pogrywam na gitarze. Takie hobby. –wzruszyłem ramionami a chłopaki wymienili między sobą spojrzenia.
-To chyba nieźle trafiliśmy – Mikey zaczął śmiać się a zaraz za nimi Ray i Matt. Po chwili zaczęliśmy iść w stronę wyjścia. Odwróciłem swoje myśli od Gerarda chociaż było to bardzo trudne. Dowiedziałem się, że Mikey od kilku lat gra na basie a Matt jest początkującym perkusistą. Ray rzeczywiście zajmuje się grą na gitarze i według opinii jego kolegów idzie mu naprawdę dobrze. Mikey powiedział, że na poddaszu w kamienicy, w której mieszka Matt mają trochę używanego sprzętu i chętnie zobaczą co potrafię.
-Może Gee do nas dołączy? – zapytałem gdy wychodziliśmy ze spożywczego. Oczywiście nie mogło obyć się bez piwa i krakersów.
-Gerard raczej nie lubi tych klimatów – powiedział Ray. –ogólnie niewiele z nim rozmawiamy. To chyba nie jest dobry pomysł.
-Nie lubi tych klimatów? Mnie mówił, że jego życie to również muzyka.
-Chodzi o to, że będą tam ludzie – skwitował Mikey przeciągając ostatnie słowo.
-Oj, dajcie spokój. Zaprosiliście go chociaż kiedyś?
Nie zrobili tego i nawet nie mieli zamiaru. To była własna paczka Mikey’go do której nawet jego brat nie miał wstępu. Mógłby narobić wstydu albo po prostu zawadzać. Mikey nie wie, jak jego brat potrafi otworzyć się przy ludziach, jeśli ma taką okazję.
-Chłopie proszę cię, daj bratu szansę. – błagałem gdy wchodziliśmy już po schodach na samą górę starej kamienicy.
-Co ci tak zależy? –zapytał Matt.
-Wierzę, że się dogadacie i chcę, żebyście pozwolili mu przyjść . – odpowiedziałem całej trójce.
Spojrzeli po sobie i wspólnie podjęli decyzję. Ja to czasem umiem przekonywać ludzi do swoich racji. Zwłaszcza, kiedy bardzo mi zależy a w tym momencie cholernie chciałem zobaczyć Gerarda po raz kolejny, choćby po to, by razem posiedzieć słuchając muzyki.
-Możesz zadzwonić z domowego na jego komórkę. Dam ci numer. – powiedział Mikey nie pytając nawet właściciela mieszkania o zgodę. Wszyscy czuli się tu jak w domu. Mieszkanie to składało się z ogromnej salono-jadalni, aneksu kuchennego i niewielkiej łazienki zaraz przy wejściu. Po środku była duża kanapa a na lewo od niej perkusja. Przy ścianie stało kilka gitar. Walały się tam różne graty, na przykład winyle. W rogu dojrzałem adapter i ucieszyłem się, że znalazłem się wśród fanów starszego brzmienia. Wziąłem numer od młodszego Waya i usiadłem na stołku przy telefonie. Po chwili usłyszałem w słuchawce znajomy głos.
-Halo?
-Hej kocie – wyszeptałem do słuchawki upewniając się, że nikt prócz rozmówcy mnie nie słyszy.
-Frank? – usłyszałem w odpowiedzi. Zdziwił się. Dopiero co mnie poznał a nie dość, że zdążyłem przeżyć z nim chwilę słabości to jeszcze teraz dzwonię do niego, chociaż nawet nie dał mi swojego numeru. Przez chwilę zwątpiłem  i pomyślałem sobie, że Way tak naprawdę nie chciał tego wszystkiego. Jestem nachalny chyba pierwszy raz w swoim życiu. Nigdy tak bardzo mi nie zależało. Po dłuższej pauzie odezwałem się w końcu.
-Słuchaj jest sprawa. Siedzimy u Matta i chłopaki cię zapraszają. Mógłbyś, bardzo, bardzo ładnie proszę, przyjść i mi, to znaczy nam potowarzyszyć?
-Ehh, dopiero co wróciłem do domu i zaczyna robić się późno…
-Oj daj spokój!
-Frank ja naprawdę nie sądzę, że Mikey chce mnie w swoim gronie.
-Tak naprawdę to ja nalegałem ale…
-Jeśli chcesz się spotkać – w słuchawce usłyszałem jak oddycha głęboko. – to co ty na to, żeby wpaść do mnie?
O cholera. Zacząłem cieszyć się jak wtedy gdy byłem dzieckiem i dostałem nowy komiks. Dobra, nadal to robię.
-Kurwa, rzucam wszystko i jadę! Jezu, Gee…
Chłopak zaśmiał się a na moich ustach pojawił się ogromny uśmiech. Mikey spojrzał na mnie z kuchni więc od razu spoważniałem. Tylko na zewnątrz, bo w środku aż skakałem z radości.
-Co do tego, no wiesz, tego ze szkoły…  - zacząłem
-Musimy chyba o tym porozmawiać – powiedział poważnie. –To nie jest sprawa na telefon. Chciałbym cię zobaczyć, móc spojrzeć w oczy i wyjaśnić pewne kwestie których nie da się pominąć – westchnął. Był naprawdę stanowczy. Nie zachowywał się jak zauroczony szczeniak. Właściwie nadal nie mam pewności czy coś do mnie czuje. Po prostu, cieszę się, że znalazłem kogoś starszego od siebie, kto zna się na rzeczy. Tak przynajmniej sądzę…
-Rozumiem. – odparłem poważnie po czym odchrząknąłem cicho.
-Weź coś do pisania to podam ci adres. W domu nikogo nie ma do wieczora. – stanowczy, naprawdę, bardzo stanowczy.
-Podawaj adres – odparłem z nieukrywaną wesołością w głosie.
Gerard podał mi adres a ja dokładnie go przepisałem sprawdzając trzy razy czy czegoś nie pomyliłem. Nie pomyślałem nawet, żeby o te cyferki spytać jego brata. Tak naprawdę, nie chciałem by żadne z moim znajomych wiedziało gdzie się wybieram.

 Matko boska, jestem na poważnie zainteresowany chłopakiem. Mimo iż moje zachowanie wskazuje na to, że wewnętrzną walkę wygrało serce mam wrażenie, że to była dopiero jedna bitwa. Zdrowy rozsądek zaczyna podpowiadać mi, że tego dnia, którego ta przygoda się rozpoczęła  dobiegnie również końca. Wewnętrzny głos mówił, że wcale nie poczuję się z tym źle. Że to chwilowa głupota i zaraz to sobie z Gerardem wyjaśnię. Powtarzał również, jak okropne, ohydne było nasze zachowanie. Całowałem się z chłopakiem. Całowałem się z Gerardem. Ta część mnie która chciała z nim być nie dopuściła do siebie myśli, co takiego robią geje. Jeśli dam się ponieść emocjom, będę jednym z nich. Będę cholernym pedałem a mój chłopak, jeśli ten nim zostanie, prawdopodobniej wyrucha mnie w dupę! Wzdrygnąłem się na samą myśl. Próbowałem to sobie obrzydzić. Nie chciałem pokazać ojcu, że miał rację. Nie chciałem poczuć pustki w sobie, jeśli zostanę przez Gerarda odrzucony. Ta wojna zbiera krwawe ofiary i jeśli nie skapituluję będę cierpieć jak jeszcze nigdy.
-Chłopaki, ja wychodzę! – krzyknąłem i zacząłem zbierać się do wyjścia. W zaciśniętej dłoni trzymałem zgniecioną kartkę z adresem. Mikey spojrzał na mnie zawiedziony a Matt podniósł się zza perkusji i wykonał gest mówiący ‘oh, daj spokój!’
-Przepraszam ale zapomniałem o sprawach rodzinnych. – skłamałem. – nie bądźcie źli.
-A ta długa rozmowa z Gerardem? – zapytał podejrzliwie Mikey. – Miałeś namówić go na przyjście a gdy odłożyłeś słuchawkę, byłeś niebywale szczęśliwy.
-To dlatego, że zgodził się przyjść kiedy indziej. – czyżby dzień kłamstw? – Wiecie, musi się przygotować psychicznie i te sprawy. – wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się, by rozluźnić atmosferę.

-Widzimy się tu w przyszły piątek i nawet nie waż się spóźnić! Chcę usłyszeć jak grasz – Ray zaczął śmiać się głośno a ja zaraz po nim. Pomachałem całej trójce i wyszedłem z mieszkania. 

3 komentarze:

  1. Podoba mi się Twoje opowiadanie, bardzo. I styl pisania, taki luźny. Fajne opisy, fajna fabuła, fajnie się czyta, masz talent! Tylko dlaczego takie krótkie te rozdziały? ;_;
    Jestem niecierpliwa, nie każ długo czekać na kolejny c:

    ~@FuckinGhostOfMe~

    OdpowiedzUsuń
  2. proszę pisz, proszę pisz, proszę pisz! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Frank wpadl jak sliwka w psia kupe.
    Mam nadzieje ze nie wrzucisz chlopakow tak do lozka od razu i dasz im troche pocierpiec.
    Rozbuduj troche postac Gee bo na razie to ma sie wrazenie ze to taki troche autystyczny chlopak z totalnym niedostosowaniem do czegokolwiek. Znaczy taki jest fajny ale chcialabym wiedziec cos wiecej o nim.
    Jak widzisz ide jak burza.

    Buziole

    OdpowiedzUsuń