Jeśli wyobrażaliście sobie przyjaciela Franka jako Andiego Biersacka, to słusznie ;)
zostawcie jakiś ślad po sobie x
ps. dedykuję @edwardmustdie z twittera która (prawie) cierpliwie czekała na nowy :*
***
Gdy wróciłem do domu czekali tam na mnie moi kochani
rodzice. Wszedłem przez frontowe drzwi i zajrzałem do kuchni. Mama stała przy
kuchence ruszając się w rytm muzyki dochodzącej z głośników w salonie.
Zajrzałem również tam. Ojciec buszował po szafkach i najwyraźniej czegoś
szukał. Małe napięcie minęło a ja odetchnąłem z ulgą. Czego miałem się
spodziewać? Byli tak zajęci sobą, że nawet mnie nie zauważyli. Norma. Polazłem
do siebie i od razu walnąłem się na łóżko. Byłem kurewsko szczęśliwy i
równocześnie zaniepokojony. Od wczoraj całe moje życie wygląda zupełnie
inaczej. A może raczej sposób myślenia. Nie dopuszczałem do siebie tego, że
mogę być innej homoseksualistą, że może spodobać mi się chłopak. Nie
spodziewałem się po sobie tego, że będę potrafił postawić się Andy’emu i znajdę
normalną pracę. Ale zrobiłem to wszystko. Ja, Frank Iero. Uśmiechnąłem się do
siebie i powoli zacząłem ściągać spodnie z tyłka. Na leżąco jest to trudne ale
nawet wykonalne. Rozmemłałem kołdrę ale udało mi się. Ściągnąłem też skarpetki
i koszulkę pozostając w samych bokserkach. Kiedy jestem u siebie, lubię to
robić. Czuję swobodę i nareszcie po całym dniu mogę przewietrzyć kopyta.
Mimo pozornie dobrego humoru coś mnie dręczyło. Po pierwsze,
jeśli z mojej znajomości z Gerardem coś się rozwinie, ojciec i tak w końcu się
dowie. Matka to jeszcze nic ale on zapewne wezwie egzorcystę albo zastrzeli
mnie na miejscu. Po drugie, Gerarda nie będzie przez tydzień. Tydzień
przemyśleń, wykonywania codziennych czynności jakby nigdy nic, a w duchu
uciecha, że już niedługo znowu się zobaczymy. Tylko czy ja nadal będę tego
chciał?
Przewróciłem się na brzuch i zakryłem głowę poduszką. Jestem
dzieciakiem, głupim dzieciakiem. Jednego dnia podoba mi się program telewizyjny
a drugiego stwierdzam, że jest głupi. Skąd mam wiedzieć, że to całe zauroczenie
nie minie i gdy pojadę w sobotę po Gerarda, do tej ładnej spokojnej dzielnicy i
zobaczę jego uśmiechniętą twarz nie skrzywi mnie z obrzydzenia? Ten chłopak mi
się podoba, cholernie i kurwa, mimo moich dziwnych obaw sądzę, że to prawie
niemożliwe. Została też kwestia Mikey’ego. Widać, że kłóci się z bratem i ma o
nim kiepską opinię. Co jeśli w końcu się domyśli albo co gorsza, przyłapie nas
w jednoznacznej sytuacji? Będę skończony i skazany na wyprowadzkę do Meksyku.
Przegoniłem od siebie wszystkie te pokrętne myśli i
chybocząc się na nogach podszedłem do biurka. Usiadłem na twardym krześle
czując na spodzie ud przyjemne zimno drewna. Odgarnąłem włosy z oczu i zacząłem
wyciągać książki i zeszyty. Będę odrabiać zaległe prace domowe, uczyć się i
robić wszystko to, na co jestem zwykle za leniwy. To jedyne co przychodzi mi do
głowy, by pozbyć się tego mętliku wywołanego zaistniałą sytuacją. Mam w końcu
życie. Gerard nie może mnie zajmować 24 godziny na dobę.
Obudziłem się nad ranem leżąc na dywanie z książką na
brzuchu. Wstałem obolały i stękając podszedłem do lustra. Worki pod oczami,
roztrzepane na wszystkie strony włosy i to dzięki jebanej nauce. Chwała ci
szkoło, dzięki tobie sfiksuję!
Nagle moje ciało przeszedł dreszcz. Poczułem podmuch
powietrza. Matka zrobiła przeciąg, no cholera jasna. Wyszedłem na korytarz i
zobaczyłem otwarte drzwi sypialni. Rzeczywiście, łóżko rodziców było zaścielone
a moja rodzicielka stała przy otwartym oknie i zbierała jakieś czasopisma z
parapetu. Westchnąłem i przywitałem się po czym zleciałem na dół żeby się
napić. Wychlałem z pół litra soku pomarańczowego i poczłapałem niczym żywy trup
do łazienki. Czysty, piękny i ożywiony wyszedłem z pomieszczenia napotykając
matkę.
-Czemu tak wcześnie wstałeś, skarbie? W sobotę? – zapytała
miło.
-Cholera… - bąknąłem i wróciłem do pokoju. Zapomniałem, że
dziś sobota. Co za tępak ze mnie. Ale przynajmniej mam odrobione te całe
lekcje.
Dzień minął mi szybko i przyjemnie. Około 12 udałem się do
sklepu z płytami, żeby zacząć mój próbny tydzień pracy. Przemierzałem alejki z
miotłą w ręku i podrygiwałem w rytm muzyki która jak zwykle była tam puszczana.
Akurat leciał jakiś kawałek Smashing Pumpkins.
Poukładałem płyty robiąc porządek po klientach którzy po
dokładnemu obejrzeniu pudełka odkładali je byle gdzie, nie patrząc choćby na
gatunek. Po pracy udałem się do centrum handlowego gdzie kupiłem nowe trampki i
zjadłem szybki obiad. Nic szczególnego, aż do wieczora kiedy to rodzice
oznajmili mi, że wychodzą na całą noc.
-Zostawiam ci 10$ na jakąś pizzę. Możesz zaprosić przyjaciół
tylko nie roznieście domu! – mama poprawiła żakiet i uśmiechnęła się do mnie na
pożegnanie. Ojciec tylko warknął i jako pierwszy wyszedł, żeby odpalić
samochód.
-Nie przejmuj się, tacie przejdzie.
-Wiem, mamo…
-Będziemy przed południem i mam nadzieję, że dom nadal
będzie stał tu, gdzie stoi – przytuliła mnie na pożegnanie. Wpatrując się w
okno, przez które widziałem jak odjeżdżali, zacząłem planować dzisiejszy wieczór.
Gdy już zadecydowałem co będę robic zadzwoniłem do Andy’ego
który z ekscytacją w głosie oznajmił mi, że będzie za 20 minut z sześciopakiem
piwa. Potrzebowałem teraz przyjaciela, jako idealne zakończenie dnia. Paplanina
o niczym, picie i oglądanie głupawych komedii czy jakiegoś meczu. Chłopak
zjawił się, jak powiedział. Otworzyłem mu drzwi i oniemiałem.
-Frank, to jest Juliet.
Uśmiechnąłem się do niewysokiej dziewczyny o blond włosach i
delikatnych rysach twarzy po czym zaprosiłem ich do środka.
-Więc, Juliet, jesteś
przyjaciółką Andy’ego?
-Spotykamy się – odparła ściskając mocniej rękę mojego
przyjaciela siedzącego i szczerzącego się jak głupek.
-Oh… - na chuja przyprowadził laskę?! –Więc może obejrzymy
jakiś film. Co ty na to Andy?
-Włączaj TV – powiedział pewny siebie i cmoknął swoją wybrankę w policzek.
Przewróciłem oczami. Eh ci zakochani. Mogli pójść na miasto a nie tutaj.
Przecież nie byłbym zły, gdyby Andy odmówił spotkania.
Juliet i Andy siedzieli wtuleni w siebie przez cały seans,
co chwile zagadując do mnie. Śmiałem się z głupich żartów serwowanych przez
chłopaka i potakiwałem dziewczynie gdy zaczynała komentować akcję. Przesiadłem
się na fotel i niemalże zasypiałem przy końcówce. Jezu, co za nuda. Piwo które
przyniósł mój przyjaciel leżało nietknięte obok kanapy. W tym momencie bardziej
chciało mi się rzygać niż pić.
Para wyszła około 23. Pożegnałem ich ze sztucznym uśmiechem
przyklejonym do ust i zatrzasnąłem drzwi tak szybko, jak to tylko było możliwe.
Nagle poczułem się całkiem samotny. Przypomniały mi się czasy, kiedy to razem z
Rebekah przesiadywaliśmy w tym samym miejscu na kanapie w salonie, wtuleni w
siebie i szczęśliwi. Widziałem, jaka była zakochana ale ja czułem tylko
zauroczenie. To nie zmienia faktu, że gdy byłem w związku wszystko wydawało mi
się prostsze. Dałbym wiele, by Gerard był tu teraz ze mną. Moglibyśmy chociażby
porozmawiać, poznać się lepiej. Teraz zostałem sam. Ja i pusty, ciemny dom.
Jedynie odbiornik telewizyjny dawał jakieś światło temu ponuremu wnętrzu.
Klapnąłem w fotelu i położyłem nogi na stolik do kawy. Było mi wygodnie ale
równocześnie nieprzyjemnie gorąco. Przełączyłem na jakiś maraton horrorów i
zacząłem udawać, że to co dzieje się na ekranie mnie interesuje. Nagle
przypomniałem sobie o piwie, które zostawił Andy. Olśnienie i przebłysk
inteligencji. Mogę się napić i utopić smutki w alkoholu! Nie jestem w końcu
sam, mam kochane procenty tylko czekające aż je pochłonę, by rano obudzić się z
wielkim bólem głowy. Walić to. Sięgnąłem po puszkę piwa i gdy uraczyłem się
pierwszym łykiem, to okropne uczucie gorąca niemal ustąpiło. Tego mi było
trzeba.
znowu się nie zawiodłam, czekam na więcej więcej i więcej
OdpowiedzUsuńŚwietne. Masz talent i wykorzystuj go pisząc kolejny rozdział ;) ja już na niego czekam
OdpowiedzUsuńChce następny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! To jest genialne *-*
OdpowiedzUsuń@mrs.darknessss pozdrawia XD
TO JEST ZAJEBISTE
OdpowiedzUsuńCzytam i naprawde mi sie podoba.
OdpowiedzUsuńNiech Frank umowi sie z Gee i wybiora sie z Andym i jego baba na miasto;)
A jezeli Twoj Andy wyglada jak AB to nie powinnien byc z baba ale z jakims chlopakiem *glosne wzdechniecie*