wtorek, 19 sierpnia 2014

12. Storm is coming


Wróciłam dośc szybko z rozdziałem który, mam nadzieję, zadowoli wszystkich którzy postanowią go przeczytac. 
Komentujcie, podpisujecie się nickami/ksywkami i niech moc kuźwa będzie z wami! 

Reckless Ghost x (freak) 

***

Po cichu wyszedłem na korytarz. Światła na piętrze były zgaszone, jedynie zza drzwi pokoju Gerarda dochodził słaby błysk lampki. Zacząłem bardzo powoli stawiać kroki w tamtym kierunku. Właściwie to nie wiem czego się bałem. Stojąc kilka chwil wcześniej przed lustrem byłem całkowicie pewien, że opanowałem swoją wewnętrzną sytuację i myślałem dość długo, żeby ustalić plan działania. Złapałem dłonią balustrady i zerknąłem na dół. Z salonu dochodziły zagłuszane telewizją głosy Pani Way i zapewne ojca braci, który musiał się zjawić, gdy ja niczego nieświadomy okupowałem łazienkę. Zerknąłem na swoje bose stopy, które nie chciały wykonywać poleceń i posuwać się naprzód. Czyżbym obawiał się tego, co zastanę po drugiej stronie drzwi? Przecież już tam wcześniej byłem. Naprzeciwko od wejścia stało sporych rozmiarów łóżko, na lewo, tuż przy drzwiach komoda, na której walały się figurki i inne duperele. Gdybym leżał w jego łóżku, po prawej stronie zobaczyłbym wbudowaną w ścianę szafę i powieszone na niej plakaty. Odwróciłbym się i wtedy dopadłoby mnie spojrzenie tych przenikliwych zielonych oczu. Dotknąłbym bladej skóry jego twarzy, napotykając kciukiem  mały zadarty nosek. Przybliżyłbym się na tyle, by poczuć jego ciepły oddech, a potem wtulił w siebie i nie puścił aż do samiutkiego ranka.

Ogarnij się, Frank. Nic takiego się nie wydarzy, jeśli nadal będziesz stać w miejscu jak jakiś osioł. Wziąłem głęboki oddech. Raz kozie śmierć . Postawiłem pierwszy krok, co wcale nie było takie trudne. Uśmiechnąłem się na myśl, jak jeszcze kilka sekund wcześniej sam ten ruch wydawał mi się odległy od rzeczywistości. Nagle coś usłyszałem. Pociągnięcie za klamkę, cichy śmiech. Odwróciłem się w lewo dostrzegając Mikey’ego, stojącego w szlafroku. Zatrzasnął za sobą drzwi, zapewne od swojego pokoju i spojrzał na mnie zdziwiony.

-Fajnie, że zwolniłeś kibel. Jakaś twardsza sprawa? – chłopak zaśmiał się z własnego żartu i klepnął w kolano podkreślając, jaki to on nie jest zabawny.
-Można tak powiedzieć – odpowiedziałem sarkastycznie.
-Co tak tu stoisz? Idź do Gerda. Czeka tam na ciebie cierpliwie od wieków a ty jak niedorozwinięty stoisz i lampisz się na drzwi. Co jest? – młodszy Way oparł się o ścianę i najwyraźniej postanowił mi nie odpuszczać. Cholera jasna.
Opadłem na podłogę i oparłem się plecami o balustradę. Spojrzałem na chłopaka który skrzyżował ramiona na piersi i nadal czekał na wyjaśnienia. Westchnąłem.

-Mikey, czy wy rozmawialiście?
-Co masz namyśli?
-No wtedy jak byłem u Gee. – spojrzałem na swoje dłonie które ewidentnie drżały.
-Ah, wtedy kiedy miałeś te ważne spotkanie a ja znalazłem cię u tego kretyna?
-No. – skwitowałem zawstydzony.
-Gerard dał mi jasno do zrozumienia, żebym nie mieszał się w jego życie. Kazał mi po prostu spierdalać, tak wyglądała nasza rozmowa. – chłopak odepchnął się ze złością od ściany i poszedł w kierunku pomieszczenia które przed chwilą opuściłem.
–Wiedz jedno, Iero. Mój brat, jest dość popieprzony. I dla twojej wiadomości, jest również pieprzonym gejem. Więc radzę uważać, w co się pakujesz . – Mikey zatrzasnął się za drzwiami łazienki pozostawiając mnie w osłupieniu. Więc on wie o swoim bracie, a mimo to nie podejrzewa mnie o nic.

Podniosłem się z podłogi i prawie zgubiłem spodnie. Od razu podciągnąłem je na tyłek i jeszcze mocniej zacisnąłem gumkę. Przysięgam, zostanie po tym czerwony ślad. Okay. Odetchnąłem. Tym razem bez problemu dotarłem pod same drzwi sypialni Gerarda. Początkowy strach minął. Złapałem za klamkę.
Pchnąłem lekko drzwi i włożyłem głowę w powstałą szparę. Zobaczyłem nadającą ciepłego, rodzinnego klimatu lampkę palącą się przy jego łóżku i dwa kubki stojące na tej samej szafce co ona. Wiedziałem, że jeśli jeszcze bardziej pchnę drzwi, zobaczę legowisko i jego ciało przygniatające miękki materac. Wsunąłem się na paluszkach do pomieszczenia ale zawiedziony zorientowałem się, że czarnowłosego wcale nie ma na łóżku. Ujrzałem za to szopę sięgających do zgarbionych ramion czarnych włosów, jego plecy opierające się o drewnianą framugę. Chłopak pochylony nad jakimś, zapewne, zeszytem bazgrał i nawet nie zauważył mojego przyjścia. Odchrząknąłem więc cicho. 
Postać odwróciła się, odłożyła przedmioty którymi się wcześniej zajmowała  i wstała.

Nie odrywając od niego wzroku, zamknąłem drzwi. Czarnowłosy zaczął iść w moim kierunku, bym ja po chwili ruszył mu naprzeciw. W połowie drogi, zajmującej kilka niewielkich kroków nasze palce splotły się na wysokości bioder.
-Co tak długo, Frankie? – zapytał z nutką rozbawienia w głosie po czym delikatnie cmoknął mnie w policzek. Uśmiechnąłem się i spuściłem wzrok. –Ładnie ci w moich ciuchach – szepnął. W tym momencie rozłączył nasze dłonie, zabierając mi całe ciepło i pozostawiając pustkę, którą od razu wypełniłem chwytając jego pleców, zniżając uścisk na biodra i przyciągając go do siebie mocniej.
-Musiałem się przygotować – odpowiedziałem kładąc głowę na jego piersi. Wtuliłem policzek w linię oddzielającą podkoszulek od  nagiej szyi. –Co robiłeś? – wybełkotałem odurzony jego słodkim zapachem. Kiedy tak stałem i go przytulałem, wyraźnie poczułem zapach kawy, połączony z jakimiś perfumami, może dezodorantem.
-No cóż – zaśmiał się cicho i w tym samym momencie wplótł palce w moje włosy, masując lekko skórę mojej głowy. –Kiedy mój mały Frankie zajmował się sobą, ja wymyśliłem nową postać.
-Postać?
-Yhm. Śniadaniową Małpkę. Nie mówiłem, że rysuję również komiksy? – jego drobne palce powędrowały na mój kark sięgając nieco pod koszulkę.
-Chyba nie miałeś okazji.
-Jeśli chcesz, kiedyś ci je wszystkie pokażę. – odsunął się by spojrzeć mi w oczy.
-T-to co teraz robimy? –zapytałem oślepiony magnetycznymi, zielonymi tęczówkami.
Chłopak ostatecznie mnie od siebie oderwał, po czym złapał za dłoń i pociągnął na łóżko.

Usadowiłem się na samym brzegu, podciągając nogi pod brodę. Chłopak podał mi kubek parującej kawy i zaczął przeglądać kanały w telewizorku stojącym w rogu między szafą a drzwiami. Nie zauważyłem go wcześniej. Kiedy  w końcu trafił na poszukiwany kanał, walnął się obok mnie, kładąc głowę na wysokości mojego podbrzusza. Upiłem łyk kawy i odstawiłem kubek. Dziwnie m się siedziało, kiedy czarnowłosy z pozycji leżącej spoglądał na mnie, w górę i robił jakieś dziwne miny. Położyłem się więc obok niego. Ręce włożyłem pod głowę i spojrzałem w ekranik telewizora. Zaczynał się jakiś horror.
-Gerard…
-Co skarbie?
Przełknąłem ślinę.
-Boję się. –wyjąłem jedną rękę z pod głowy i objąłem chłopaka, kładąc dłoń na jego brzuchu.
-Czego się boisz, Frank? Chyba nie mnie, co? – wtulił się w mój bok, będąc jeszcze bliżej. Zachowywał się teraz jak mały chłopiec, który pragnął miłości. Jego duże oczy wyrażały zaciekawienie i rozbawienie.
-Mówiłem już, że posprzeczałem się z rodzicami. – zmarszczyłem brwi
-No właśnie. Możesz mi powiedzieć o co poszło?
-Rodzinka mnie męczyła a ja popełniłem głupi błąd i zamiast to jakoś wyjaśnić uciekłem. –zacisnąłem powieki przypominając sobie ten wstydliwy moment. –Nie wiem, jak teraz pokażę się w domu…
-Co to za błąd, o którym wspomniałeś?
-Ciotka wypytywała mnie o związki a ja wypaliłem,  cytuję ‘Jest uroczy, to wszystko’
-To wszystko? – chłopak oparł się na łokciach i spojrzał na mnie poważnie.  –Tak bardzo się tym przejmujesz? Powiedziałeś, zdaje się, prawdę. A tak z ciekawości, kogo miałeś namyśli?
-Ciebie, idioto. –prychnąłem śmiechem.
-Ha, no tak! W takim razie dziękuję – odparł tonem arystokraty, witającego gości na balu w swoim dworze.
-Problem w tym, że mój ojciec jest homofobem.
-A ty homoseksualistą?
-Nie wiem, Gerard. Jeszcze tydzień temu, myślałem o sobie jak o zwykłym hetero, wiązałem przyszłość z handlem narkotykami i jakąś kobietą. A potem poznałem ciebie.
-Żałujesz tego? – chłopak spuścił wzrok.
-Skądże – zaprzeczyłem nerwowo. Nie chciałem, żeby czuł się niechciany.

Przytuliłem go do siebie mocniej, zmieniając pozycję by nam obu leżało się wygodniej. Wtulając nos w jego włosy wyjaśniłem swoje obawy. Tak naprawdę bałem się, że ojciec wyrzuci mnie z domu. Gerard uspokoił mnie i wytłumaczył, że zwykła literówka to jeszcze nie dowód, że nadal mogę ukrywać przed ojcem to kim naprawdę jestem. A kim jestem? Kobiety mnie nie podniecały. Kobiety nie były stworzeniami, za które mógłbym skoczyć w ogień, dla kobiety nie poświęciłbym całego swojego dotychczasowego życia. Wobec kobiety nie zachowywałbym się tak, jak wobec Gerarda.

-Wrócisz jutro do domu i porozmawiasz z rodzicami – rozkazał.
-Nie wiem, czy będę potrafił…
-Uwierz mi, wszystko będzie dobrze.
-Dobrze, spróbuję. – zgodziłem się. W gruncie rzeczy wiedziałem, że ta rozmowa jest nieunikniona ale wolałem odwlekać ją w czasie. Dla Gerarda jednak postaram się stawić czoła problemom wcześniej, tak by potem mieć jasny obraz sytuacji.
-Frankie, wiesz, że nie możemy spać razem? –Gerard oderwał się nagle ode mnie i wstał z łóżka.
-Uhm…
-Tak żeby wszystko sobie wyjaśnić. Tylko mój brat tutaj wie, że jestem gejem. Tak, jestem gejem, nie bi, nie chłopakiem który postanawia przeżyć przygodę. Po następne, moja matka jest dość wścibska i często zagląda w nocy do mojego pokoju, żeby sprawdzić czy śpię. Dziwnie by było jakby zastała nas w takiej pozycji jak przed chwilą. – chłopak zaśmiał się i podszedł do szafy.
-Nie ma sprawy – odparłem dość zdziwiony. Będzie mi brakowało jego dotyku. Miałem nadzieję, że tego wieczoru zasnę w jego ramionach, głupie marzenia. Mogłem się domyślić, że to nie mogło być takie proste… 

Wstałem chwilę później i pomogłem czarnowłosemu w wyciąganiu pościeli z jego szafy.
-Za dziesięć minut mamy zejść na kolację – spojrzał na zegarek wiszący na ścianie i zamknął drzwiczki szafy. –Potem musimy przytachać tu materac z gościnnego.
-Ehem… - bąknąłem i przygryzłem wargę. Rzuciłem kołdrę wraz z poduszką gdzieś pod nogi łóżka i klapnąłem z powrotem na nim.
-Ja też wolałbym spać z tobą, kocie – uśmiechnął się smutno po czym klęknął przede mną i złapał za moje kolana. Położyłem dłonie na jego ramiona, by utrzymać go w takiej pozycji i westchnąłem. Nagle zorientowałem się, że Gerard z zaciekawieniem wpatruje się w moje usta. Zmarszczył brwi i przybliżył się tak, że zostałem zmuszony by odchylić się do tyłu.
-Czegoś mi tu brakuje – odparł gardłowym głosem po czym bez uprzedzenia pocałował mnie delikatnie. 
–Wyjąłeś kolczyk, prawda?
Uśmiechnąłem się, przypominając o swoim chytrym planie. Gdy wchodziłem do pomieszczenia, ukradkiem położyłem kolczyk na komodzie, przy drzwiach. Potem całkowicie wyleciało mi to z głowy.
-Wyjąłem – potwierdziłem. Na tyle wpatrywał się w moją twarz, by dostrzec ten jeden szczegół. Poświęcał mi tyle uwagi, na ile w głębi liczyłem. Mój humor poprawił się gdy to sobie uświadomiłem.

Tym razem to ja go pocałowałem. W tym momencie pragnąłem dotknąć jego twarzy, ale zostałem unieruchomiony przez jego dłonie leżące na moich własnych, podpierających się o materac. Po chwili chłopak wspiął się na łóżko i usiadł na mnie okrakiem. Nie przerywał tego, trwającego już ponad minutę pocałunku, wręcz przeciwnie, pogłębiał go i przygryzał moją wargę, bez brakującego elementu jakim był kolczyk. Po chwili odsunął się lekko i mruknął. –Brakuje mi go. Kocham twój smak, połączony z tą delikatną nutą metalu. Mógłbyś go włożyć? – poprosił przybierając minę małego, uroczego szczeniaczka. –Może i mógłbym – odparłem z udawanym niechceniem. –Prooszę – powiedział po czym zaśmiał się uroczo. –A co jak odmówię? –zapytałem z przekąsem.
-Wtedy ja zrobię to – w jednej chwili powalił mnie na materac i przygniótł swoim ciałem. Więc tak chce się bawić…
-Nie włożę, nie przekonasz mnie! – zacząłem chichotać kiedy on łaskocząc włosami moją twarz obcałowywał mi szyję. –Będę cię dręczył i męczył, ale kolczyka już nie zobaczysz! – śmiałem się dalej czując jak ręce Gerarda wędrują pod moją, należącą do niego, koszulkę. Odsunął się by po chwili złapać agresywnie za moje sutki. Krzyknąłem z zaskoczenia.
-Włożysz… - uśmiechnął się przebiegle.
-No dobra, włożę, włożę! –mówiłem to z autentycznym strachem. A co jak ten seksowny skurwiel urwie mi suty? O kurwa.

-Obiecujesz? – chłopak udał powagę.
-Obiecuję! – zapiszczałem jak dziewczynka. –Puść, Gerard, to boli! – jęczałem ale on nadal na mnie siedział i ściskał moje czułe, biedne sutki.
-Już, już. – czarnowłosy zwolnił uścisk a ja odchyliłem głowę do tyłu i odetchnąłem z ulgi. Nagle jednak poczułem coś dziwnego. Jakby przeciąg. Skierowałem wzrok na Gerarda który podwinął moją koszulkę i przybliżył się na minimalną odległość. Jego mokry język zatoczył kółko wokół mojego pępka i podążył w górę by nagle niespodziewanie dorwać dręczone wcześniej przez jego palce sutki. Nie odważyłem się nawet odezwać. To wszystko było tak wielkim, miłym zaskoczeniem które sprawiało mi ogromną przyjemność… boże.
Jego ręce ułożyły się po bokach, muskając lekko miejsce gdzie znajdowały się moje żebra. Po chwili chłopak przygryzł lekko prawą brodawkę na co ja znowu zapiszczałem. Zaraz mieliśmy schodzić na kolację a ja czułem jak członek wypycha mi spodnie powodując znaczny dyskomfort. Opierający się na nim tyłek Gerarda sprawiał, że miałem ochotę go z siebie zrzucić. Jestem pewien, poczuł to jak się podnieciłem a ja nie byłem gotów na nic więcej, po za tą niewielką dawką przyjemności jaką mi w tej chwili serwował.
-Gee… - powiedziałem zachrypniętym od tych dziewczęcych pisków głosem. –Gee, skarbie… - powtórzyłem a on w odpowiedzi  zaczął obcałowywać moją klatkę piersiową by dotrzeć do twarzy na której błąkał się uśmieszek zadowolenia, ale również wyraz zdenerwowania.
-Co, Frankie? –czarnowłosy uśmiechnął się po czym cmoknął mnie w nos. W tym momencie przylegaliśmy do siebie, ale mimo to chłopak mnie nie przygniatał. Może to zasługa tego, że opierał się nogami o materac i podtrzymywał w ten sposób całe ciało? Jezu o czym ja myślę.
-Już nic. – odpowiedziałem zdając sobie sprawę, jak bardzo nie chcę by Gerard w tym momencie się ode mnie oddalił. Uśmiechnęliśmy się porozumiewawczo. Spojrzałem na jego usta które tak bardzo mnie w tym momencie kusiły. Pocałowałem delikatne wargi chłopaka po czym przygryzłem tak, by sprawić mu nieznaczny ból.
-Może to ty powinieneś zafundować sobie kolczyk… ładnie by ci było – wymruczałem dodając ostatnie zdanie nieco anemicznym głosem.
-Musisz wiedzieć o mnie coś jeszcze – Gerard uniósł się nieznacznie –Okropnie boję się igieł…

Nagle niespodziewanie ktoś przerwał tą piękną scenę. Pukanie do drzwi. Niski męski głos.
Chłopak zerwał się ze mnie i próbując zejść z łóżka, z hukiem upadł na podłogę.
-Gerard weź kolegę i chodźcie na kolację! – ponownie usłyszałem nieznany mi dotąd głos. Czarnowłosy stanął do pionu i z prędkością światła ogarnął roztrzepane włosy i poprawił wytarmoszoną koszulkę.
-Idziemy tato! –krzyknął. Podłoga lekko zaskrzypiała a zagrożenie jakie niósł ze sobą ojciec Waya minęło.
Wstałem zaskoczony i pozwoliłem koszulce opaść na napastowaną wcześniej przez Gerda klatkę piersiową.
 
Zeszliśmy na dół by zasiąść do obłożonego sałatkami i kanapkami stołu w kuchni. Spojrzałem na jedzenie i aż zaburczało mi w brzuchu. Nie jadłem od obiadu u ciotki – przypomniałem sobie. Po chwili dołączyli do nas rodzice braci. Zdziwiło mnie to, że nie było z nami Mikey’ego. Zaciągnąłem koszulkę za kolana stresując się jak głupi. Obok mnie siedział oczywiście Gerard a zaraz naprzeciwko przyglądający mi się uważnie jego ojciec.

-Miło mi pana poznać – bąknąłem spoglądając na dobrze zbudowanego mężczyznę.
-Ciebie również, synu. – facet zgarnął z miski nieco sałatki jajecznej –Znacie się ze szkoły?
-Nie tato, Frankie, Frank to kolega Mikey’ego. –Gerard odpowiedział zanim ja zdążyłem otworzyć usta.
-Nie siedźcie za długo i wyłączcie światło po północy, bo zbliża się burza. – Pani Way wymieniła z synem spojrzenie po czym zwróciła się do mnie. –Zjedz coś Frank.
-Dobrze, prze pani. –uśmiechnąłem się głupkowato i sięgnąłem po kanapkę z serem. Zerknąłem na Gerarda który modlił się do pomidora którego wcześniej położył sobie na talerzu. Chyba nawet nie zamierzał go tknąć.
Nagle tą całkiem normalną kolację przerwało miganie światła.
-Co u licha! – krzyknął pan Way. –Idę sprawdzić bezpieczniki a wy lepiej już wracajcie na górę. – odparł po czym wstał od stołu i podążył na korytarz, by zatrzasnąć chwilę później drzwi, za którymi prawdopodobnie znajdowały się schody do piwnicy. 
Gerard z ulgą odepchnął krzesło po czym odruchowo złapał mnie za dłoń by pociągnąć za sobą. Zanim podążyłem w jego ślady, spojrzałem jeszcze na matkę Gerarda, która spoglądała jakimś dziwnym wzrokiem na swojego syna, przenosząc wzrok na nasze złączone dłonie.

Zanim wróciliśmy do pokoju Gerda udaliśmy się do gościnnej sypialni będącej na drugim końcu domu. Wziąłem jedną stronę materaca a on drugą. –Podnosimy na trzy – rozkazał. Zataszczyliśmy moje dzisiejsze legowisko i rzuciliśmy je na środku pomieszczenia. Materac ledwo zmieścił się w wyznaczonym miejscu, jako że pokój Mojego nie był zbyt wielki. Przez uchylone okno usłyszałem spadające na parapet krople deszczu. Po chwili dołączył do nich również grzmot i błysk.
-Rzeczywiście idzie burza. – skwitował Gerard kładąc ręce na biodrach. –Trzeba będzie iść spać wcześniej niż planowałem – uśmiechnął się zadziornie. Cholerna burza, jak ja ich nie znoszę. Sam deszcz przeżyję, lubię zasypiać wsłuchując się w jego rytm przy otwartym oknie. Ale te wszystkie grzmoty i pioruny budziły we mnie lekki niepokój. Na potwierdzenie moich słów przy następnym błysku drgnąłem niespokojnie i obróciłem głowę w stronę okna jakbym spodziewał się zobaczyć coś okropnego. Gerard stojący wcześniej po drugiej stronie materaca, przeszedł po nim i zacmokał kilka razy. Chwilę później poczułem jak jego ramiona oplatają mnie w czułym uścisku. –Mój Frankie boi się burzy? – zapytał żartobliwie ale słyszałem troskę w jego głosie.
-Pff, nie no co ty. –prychnąłem i spojrzałem lekko w górę by spotkać jego spojrzenie. Kolejny grzmot. Zadrżałem jak głupi i wydałem się ostatecznie. –szlag…
-Nic nie szkodzi kocie, kiedy tak się płoszysz przypominasz mi dosłownie, małego przestraszonego kociaka – powiedział śmiejąc się cicho.
-To nie jest kurwa zabawne! –jęknąłem z dezaprobatą. Co on sobie myśli? Jestem kolesiem, nazywanie mnie małym kociakiem brzmiało pedalsko. Ej, chwileczkę…

Kolejny grzmot sprawił, że przycisnąłem go do siebie z całej siły i zacisnąłem powieki.
Może i moje zachowanie było dość teatralne, może specjalnie przesadzałem by Gerard poczuł potrzebę troski o mnie. Może miałem nadzieję, że mimo wszystko pozwoli mi ze sobą spać i zapomni o konsekwencjach?

Otworzyłem oczy i spojrzałem na niego. Zaczął głaskać mnie po plecach i uspokajać szeptem. 
–Spokojnie…- usłyszałem nad sobą. –To tylko… - Nagle jedyne źródło światła w pomieszczeniu zamarło. Latarnia uliczna dająca lekki poblask przy oknie również straciła moc. Pokój pogrążył się w całkowitych ciemnościach. 

5 komentarzy:

  1. Best fan fictcion ever <3

    OdpowiedzUsuń
  2. seksowny skurwiel urwie mi suty.. nie mogę z tego XD
    i ten nastrój przy burzy. >>>

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne!
    Bosz, czekam na następny! :3
    Sorka, że tak krótko, ale mam podnietę przez Gerarda na tt i nie wiem, co pisać xD
    No to...weny!
    /GerardwMymLozku

    OdpowiedzUsuń
  4. Supeeer :3
    Czekaaam :3

    OdpowiedzUsuń
  5. I like it. /// wiesz kim jestem DX

    OdpowiedzUsuń