Wróciłam dośc szybko z rozdziałem który, mam nadzieję, zadowoli wszystkich którzy postanowią go przeczytac.
Komentujcie, podpisujecie się nickami/ksywkami i niech moc kuźwa będzie z wami!
Reckless Ghost x (freak)
***
Po cichu wyszedłem na korytarz. Światła na piętrze były
zgaszone, jedynie zza drzwi pokoju Gerarda dochodził słaby błysk lampki.
Zacząłem bardzo powoli stawiać kroki w tamtym kierunku. Właściwie to nie wiem
czego się bałem. Stojąc kilka chwil wcześniej przed lustrem byłem całkowicie
pewien, że opanowałem swoją wewnętrzną sytuację i myślałem dość długo, żeby
ustalić plan działania. Złapałem dłonią balustrady i zerknąłem na dół. Z salonu
dochodziły zagłuszane telewizją głosy Pani Way i zapewne ojca braci, który
musiał się zjawić, gdy ja niczego nieświadomy okupowałem łazienkę. Zerknąłem na
swoje bose stopy, które nie chciały wykonywać poleceń i posuwać się naprzód.
Czyżbym obawiał się tego, co zastanę po drugiej stronie drzwi? Przecież już tam
wcześniej byłem. Naprzeciwko od wejścia stało sporych rozmiarów łóżko, na lewo,
tuż przy drzwiach komoda, na której walały się figurki i inne duperele. Gdybym
leżał w jego łóżku, po prawej stronie zobaczyłbym wbudowaną w ścianę szafę i
powieszone na niej plakaty. Odwróciłbym się i wtedy dopadłoby mnie spojrzenie
tych przenikliwych zielonych oczu. Dotknąłbym bladej skóry jego twarzy,
napotykając kciukiem mały zadarty nosek.
Przybliżyłbym się na tyle, by poczuć jego ciepły oddech, a potem wtulił w siebie
i nie puścił aż do samiutkiego ranka.
Ogarnij się, Frank. Nic takiego się nie wydarzy, jeśli nadal
będziesz stać w miejscu jak jakiś osioł. Wziąłem głęboki oddech. Raz kozie
śmierć . Postawiłem pierwszy krok, co wcale nie było takie trudne. Uśmiechnąłem
się na myśl, jak jeszcze kilka sekund wcześniej sam ten ruch wydawał mi się
odległy od rzeczywistości. Nagle coś usłyszałem. Pociągnięcie za klamkę, cichy
śmiech. Odwróciłem się w lewo dostrzegając Mikey’ego, stojącego w szlafroku.
Zatrzasnął za sobą drzwi, zapewne od swojego pokoju i spojrzał na mnie
zdziwiony.
-Fajnie, że zwolniłeś kibel. Jakaś twardsza sprawa? –
chłopak zaśmiał się z własnego żartu i klepnął w kolano podkreślając, jaki to
on nie jest zabawny.
-Można tak powiedzieć – odpowiedziałem sarkastycznie.
-Co tak tu stoisz? Idź do Gerda. Czeka tam na ciebie
cierpliwie od wieków a ty jak niedorozwinięty stoisz i lampisz się na drzwi. Co
jest? – młodszy Way oparł się o ścianę i najwyraźniej postanowił mi nie
odpuszczać. Cholera jasna.
Opadłem na podłogę i oparłem się plecami o balustradę.
Spojrzałem na chłopaka który skrzyżował ramiona na piersi i nadal czekał na
wyjaśnienia. Westchnąłem.
-Mikey, czy wy rozmawialiście?
-Co masz namyśli?
-No wtedy jak byłem u Gee. – spojrzałem na swoje dłonie które
ewidentnie drżały.
-Ah, wtedy kiedy miałeś te ważne spotkanie a ja
znalazłem cię u tego kretyna?
-No. – skwitowałem zawstydzony.
-Gerard dał mi jasno do zrozumienia, żebym nie mieszał się w
jego życie. Kazał mi po prostu spierdalać, tak wyglądała nasza rozmowa. –
chłopak odepchnął się ze złością od ściany i poszedł w kierunku pomieszczenia
które przed chwilą opuściłem.
–Wiedz jedno, Iero. Mój brat, jest dość popieprzony. I dla
twojej wiadomości, jest również pieprzonym gejem. Więc radzę uważać, w co się
pakujesz . – Mikey zatrzasnął się za drzwiami łazienki pozostawiając mnie w
osłupieniu. Więc on wie o swoim bracie, a mimo to nie podejrzewa mnie o nic.
Podniosłem się z podłogi i prawie zgubiłem spodnie. Od razu
podciągnąłem je na tyłek i jeszcze mocniej zacisnąłem gumkę. Przysięgam,
zostanie po tym czerwony ślad. Okay. Odetchnąłem. Tym razem bez problemu
dotarłem pod same drzwi sypialni Gerarda. Początkowy strach minął. Złapałem za
klamkę.
Pchnąłem lekko drzwi i włożyłem głowę w powstałą szparę.
Zobaczyłem nadającą ciepłego, rodzinnego klimatu lampkę palącą się przy jego
łóżku i dwa kubki stojące na tej samej szafce co ona. Wiedziałem, że jeśli
jeszcze bardziej pchnę drzwi, zobaczę legowisko i jego ciało przygniatające
miękki materac. Wsunąłem się na paluszkach do pomieszczenia ale zawiedziony zorientowałem
się, że czarnowłosego wcale nie ma na łóżku. Ujrzałem za to szopę sięgających
do zgarbionych ramion czarnych włosów, jego plecy opierające się o drewnianą
framugę. Chłopak pochylony nad jakimś, zapewne, zeszytem bazgrał i nawet nie
zauważył mojego przyjścia. Odchrząknąłem więc cicho.
Postać odwróciła się,
odłożyła przedmioty którymi się wcześniej zajmowała i wstała.
Nie odrywając od niego wzroku, zamknąłem drzwi. Czarnowłosy
zaczął iść w moim kierunku, bym ja po chwili ruszył mu naprzeciw. W połowie
drogi, zajmującej kilka niewielkich kroków nasze palce splotły się na wysokości
bioder.
-Co tak długo, Frankie? – zapytał z nutką rozbawienia w
głosie po czym delikatnie cmoknął mnie w policzek. Uśmiechnąłem się i spuściłem
wzrok. –Ładnie ci w moich ciuchach – szepnął. W tym momencie rozłączył nasze
dłonie, zabierając mi całe ciepło i pozostawiając pustkę, którą od razu
wypełniłem chwytając jego pleców, zniżając uścisk na biodra i przyciągając go
do siebie mocniej.
-Musiałem się przygotować – odpowiedziałem kładąc głowę na
jego piersi. Wtuliłem policzek w linię oddzielającą podkoszulek od nagiej szyi. –Co robiłeś? – wybełkotałem
odurzony jego słodkim zapachem. Kiedy tak stałem i go przytulałem, wyraźnie
poczułem zapach kawy, połączony z jakimiś perfumami, może dezodorantem.
-No cóż – zaśmiał się cicho i w tym samym momencie wplótł
palce w moje włosy, masując lekko skórę mojej głowy. –Kiedy mój mały Frankie zajmował
się sobą, ja wymyśliłem nową postać.
-Postać?
-Yhm. Śniadaniową Małpkę. Nie mówiłem, że rysuję również
komiksy? – jego drobne palce powędrowały na mój kark sięgając nieco pod
koszulkę.
-Chyba nie miałeś okazji.
-Jeśli chcesz, kiedyś ci je wszystkie pokażę. – odsunął się
by spojrzeć mi w oczy.
-T-to co teraz robimy? –zapytałem oślepiony magnetycznymi,
zielonymi tęczówkami.
Chłopak ostatecznie mnie od siebie oderwał, po czym złapał
za dłoń i pociągnął na łóżko.
Usadowiłem się na samym brzegu, podciągając nogi pod brodę. Chłopak
podał mi kubek parującej kawy i zaczął przeglądać kanały w telewizorku stojącym
w rogu między szafą a drzwiami. Nie zauważyłem go wcześniej. Kiedy w końcu trafił na poszukiwany kanał, walnął
się obok mnie, kładąc głowę na wysokości mojego podbrzusza. Upiłem łyk kawy i
odstawiłem kubek. Dziwnie m się siedziało, kiedy czarnowłosy z pozycji leżącej
spoglądał na mnie, w górę i robił jakieś dziwne miny. Położyłem się więc obok
niego. Ręce włożyłem pod głowę i spojrzałem w ekranik telewizora. Zaczynał się
jakiś horror.
-Gerard…
-Co skarbie?
Przełknąłem ślinę.
-Boję się. –wyjąłem jedną rękę z pod głowy i objąłem
chłopaka, kładąc dłoń na jego brzuchu.
-Czego się boisz, Frank? Chyba nie mnie, co? – wtulił się w
mój bok, będąc jeszcze bliżej. Zachowywał się teraz jak mały chłopiec, który
pragnął miłości. Jego duże oczy wyrażały zaciekawienie i rozbawienie.
-Mówiłem już, że posprzeczałem się z rodzicami. –
zmarszczyłem brwi
-No właśnie. Możesz mi powiedzieć o co poszło?
-Rodzinka mnie męczyła a ja popełniłem głupi błąd i zamiast
to jakoś wyjaśnić uciekłem. –zacisnąłem powieki przypominając sobie ten
wstydliwy moment. –Nie wiem, jak teraz pokażę się w domu…
-Co to za błąd, o którym wspomniałeś?
-Ciotka wypytywała mnie o związki a ja wypaliłem, cytuję ‘Jest uroczy, to wszystko’
-To wszystko? – chłopak oparł się na łokciach i spojrzał na
mnie poważnie. –Tak bardzo się tym
przejmujesz? Powiedziałeś, zdaje się, prawdę. A tak z ciekawości, kogo miałeś
namyśli?
-Ciebie, idioto. –prychnąłem śmiechem.
-Ha, no tak! W takim razie dziękuję – odparł tonem
arystokraty, witającego gości na balu w swoim dworze.
-Problem w tym, że mój ojciec jest homofobem.
-A ty homoseksualistą?
-Nie wiem, Gerard. Jeszcze tydzień temu, myślałem o sobie
jak o zwykłym hetero, wiązałem przyszłość z handlem narkotykami i jakąś
kobietą. A potem poznałem ciebie.
-Żałujesz tego? – chłopak spuścił wzrok.
-Skądże – zaprzeczyłem nerwowo. Nie chciałem, żeby czuł się
niechciany.
Przytuliłem go do siebie mocniej, zmieniając pozycję by nam
obu leżało się wygodniej. Wtulając nos w jego włosy wyjaśniłem swoje obawy. Tak
naprawdę bałem się, że ojciec wyrzuci mnie z domu. Gerard uspokoił mnie i
wytłumaczył, że zwykła literówka to jeszcze nie dowód, że nadal mogę ukrywać
przed ojcem to kim naprawdę jestem. A kim jestem? Kobiety mnie nie podniecały.
Kobiety nie były stworzeniami, za które mógłbym skoczyć w ogień, dla kobiety
nie poświęciłbym całego swojego dotychczasowego życia. Wobec kobiety nie
zachowywałbym się tak, jak wobec Gerarda.
-Wrócisz jutro do domu i porozmawiasz z rodzicami –
rozkazał.
-Nie wiem, czy będę potrafił…
-Uwierz mi, wszystko będzie dobrze.
-Dobrze, spróbuję. – zgodziłem się. W gruncie rzeczy
wiedziałem, że ta rozmowa jest nieunikniona ale wolałem odwlekać ją w czasie.
Dla Gerarda jednak postaram się stawić czoła problemom wcześniej, tak by potem
mieć jasny obraz sytuacji.
-Frankie, wiesz, że nie możemy spać razem? –Gerard oderwał
się nagle ode mnie i wstał z łóżka.
-Uhm…
-Tak żeby wszystko sobie wyjaśnić. Tylko mój brat tutaj wie,
że jestem gejem. Tak, jestem gejem, nie bi, nie chłopakiem który postanawia
przeżyć przygodę. Po następne, moja matka jest dość wścibska i często zagląda w
nocy do mojego pokoju, żeby sprawdzić czy śpię. Dziwnie by było jakby zastała
nas w takiej pozycji jak przed chwilą. – chłopak zaśmiał się i podszedł do
szafy.
-Nie ma sprawy – odparłem dość zdziwiony. Będzie mi
brakowało jego dotyku. Miałem nadzieję, że tego wieczoru zasnę w jego
ramionach, głupie marzenia. Mogłem się domyślić, że to nie mogło być takie proste…
Wstałem chwilę później i pomogłem czarnowłosemu w wyciąganiu
pościeli z jego szafy.
-Za dziesięć minut mamy zejść na kolację – spojrzał na
zegarek wiszący na ścianie i zamknął drzwiczki szafy. –Potem musimy przytachać
tu materac z gościnnego.
-Ehem… - bąknąłem i przygryzłem wargę. Rzuciłem kołdrę wraz
z poduszką gdzieś pod nogi łóżka i klapnąłem z powrotem na nim.
-Ja też wolałbym spać z tobą, kocie – uśmiechnął się smutno
po czym klęknął przede mną i złapał za moje kolana. Położyłem dłonie na jego
ramiona, by utrzymać go w takiej pozycji i westchnąłem. Nagle zorientowałem
się, że Gerard z zaciekawieniem wpatruje się w moje usta. Zmarszczył brwi i
przybliżył się tak, że zostałem zmuszony by odchylić się do tyłu.
-Czegoś mi tu brakuje – odparł gardłowym głosem po czym bez
uprzedzenia pocałował mnie delikatnie.
–Wyjąłeś kolczyk, prawda?
Uśmiechnąłem się, przypominając o swoim chytrym planie. Gdy
wchodziłem do pomieszczenia, ukradkiem położyłem kolczyk na komodzie, przy
drzwiach. Potem całkowicie wyleciało mi to z głowy.
-Wyjąłem – potwierdziłem. Na tyle wpatrywał się w moją
twarz, by dostrzec ten jeden szczegół. Poświęcał mi tyle uwagi, na ile w głębi
liczyłem. Mój humor poprawił się gdy to sobie uświadomiłem.
Tym razem to ja go pocałowałem. W tym momencie pragnąłem
dotknąć jego twarzy, ale zostałem unieruchomiony przez jego dłonie leżące na
moich własnych, podpierających się o materac. Po chwili chłopak wspiął się na
łóżko i usiadł na mnie okrakiem. Nie przerywał tego, trwającego już ponad
minutę pocałunku, wręcz przeciwnie, pogłębiał go i przygryzał moją wargę, bez
brakującego elementu jakim był kolczyk. Po chwili odsunął się lekko i mruknął.
–Brakuje mi go. Kocham twój smak, połączony z tą delikatną nutą metalu. Mógłbyś
go włożyć? – poprosił przybierając minę małego, uroczego szczeniaczka. –Może i
mógłbym – odparłem z udawanym niechceniem. –Prooszę – powiedział po czym
zaśmiał się uroczo. –A co jak odmówię? –zapytałem z przekąsem.
-Wtedy ja zrobię to – w jednej chwili powalił mnie na
materac i przygniótł swoim ciałem. Więc tak chce się bawić…
-Nie włożę, nie przekonasz mnie! – zacząłem chichotać kiedy
on łaskocząc włosami moją twarz obcałowywał mi szyję. –Będę cię dręczył i
męczył, ale kolczyka już nie zobaczysz! – śmiałem się dalej czując jak ręce
Gerarda wędrują pod moją, należącą do niego, koszulkę. Odsunął się by po chwili
złapać agresywnie za moje sutki. Krzyknąłem z zaskoczenia.
-Włożysz… - uśmiechnął się przebiegle.
-No dobra, włożę, włożę! –mówiłem to z autentycznym
strachem. A co jak ten seksowny skurwiel urwie mi suty? O kurwa.
-Obiecujesz? – chłopak udał powagę.
-Obiecuję! – zapiszczałem jak dziewczynka. –Puść, Gerard, to
boli! – jęczałem ale on nadal na mnie siedział i ściskał moje czułe, biedne
sutki.
-Już, już. – czarnowłosy zwolnił uścisk a ja odchyliłem
głowę do tyłu i odetchnąłem z ulgi. Nagle jednak poczułem coś dziwnego. Jakby
przeciąg. Skierowałem wzrok na Gerarda który podwinął moją koszulkę i
przybliżył się na minimalną odległość. Jego mokry język zatoczył kółko wokół mojego
pępka i podążył w górę by nagle niespodziewanie dorwać dręczone wcześniej przez
jego palce sutki. Nie odważyłem się nawet odezwać. To wszystko było tak
wielkim, miłym zaskoczeniem które sprawiało mi ogromną przyjemność… boże.
Jego ręce ułożyły się po bokach, muskając lekko miejsce
gdzie znajdowały się moje żebra. Po chwili chłopak przygryzł lekko prawą
brodawkę na co ja znowu zapiszczałem. Zaraz mieliśmy schodzić na kolację a ja
czułem jak członek wypycha mi spodnie powodując znaczny dyskomfort. Opierający
się na nim tyłek Gerarda sprawiał, że miałem ochotę go z siebie zrzucić. Jestem
pewien, poczuł to jak się podnieciłem a ja nie byłem gotów na nic więcej, po
za tą niewielką dawką przyjemności jaką mi w tej chwili serwował.
-Gee… - powiedziałem zachrypniętym od tych dziewczęcych
pisków głosem. –Gee, skarbie… - powtórzyłem a on w odpowiedzi zaczął obcałowywać moją klatkę piersiową by
dotrzeć do twarzy na której błąkał się uśmieszek zadowolenia, ale również wyraz
zdenerwowania.
-Co, Frankie? –czarnowłosy uśmiechnął się po czym cmoknął
mnie w nos. W tym momencie przylegaliśmy do siebie, ale mimo to chłopak mnie
nie przygniatał. Może to zasługa tego, że opierał się nogami o materac i
podtrzymywał w ten sposób całe ciało? Jezu o czym ja myślę.
-Już nic. – odpowiedziałem zdając sobie sprawę, jak bardzo
nie chcę by Gerard w tym momencie się ode mnie oddalił. Uśmiechnęliśmy się
porozumiewawczo. Spojrzałem na jego usta które tak bardzo mnie w tym momencie
kusiły. Pocałowałem delikatne wargi chłopaka po czym przygryzłem tak, by
sprawić mu nieznaczny ból.
-Może to ty powinieneś zafundować sobie kolczyk… ładnie by
ci było – wymruczałem dodając ostatnie zdanie nieco anemicznym głosem.
-Musisz wiedzieć o mnie coś jeszcze – Gerard uniósł się
nieznacznie –Okropnie boję się igieł…
Nagle niespodziewanie ktoś przerwał tą piękną scenę. Pukanie
do drzwi. Niski męski głos.
Chłopak zerwał się ze mnie i próbując zejść z łóżka, z
hukiem upadł na podłogę.
-Gerard weź kolegę i chodźcie na kolację! – ponownie
usłyszałem nieznany mi dotąd głos. Czarnowłosy stanął do pionu i z prędkością
światła ogarnął roztrzepane włosy i poprawił wytarmoszoną koszulkę.
-Idziemy tato! –krzyknął. Podłoga lekko zaskrzypiała a
zagrożenie jakie niósł ze sobą ojciec Waya minęło.
Wstałem zaskoczony i pozwoliłem koszulce opaść na
napastowaną wcześniej przez Gerda klatkę piersiową.
Zeszliśmy na dół by zasiąść do obłożonego sałatkami i
kanapkami stołu w kuchni. Spojrzałem na jedzenie i aż zaburczało mi w brzuchu.
Nie jadłem od obiadu u ciotki – przypomniałem sobie. Po chwili dołączyli do nas
rodzice braci. Zdziwiło mnie to, że nie było z nami Mikey’ego. Zaciągnąłem
koszulkę za kolana stresując się jak głupi. Obok mnie siedział oczywiście
Gerard a zaraz naprzeciwko przyglądający mi się uważnie jego ojciec.
-Miło mi pana poznać – bąknąłem spoglądając na dobrze
zbudowanego mężczyznę.
-Ciebie również, synu. – facet zgarnął z miski nieco sałatki
jajecznej –Znacie się ze szkoły?
-Nie tato, Frankie, Frank to kolega Mikey’ego. –Gerard odpowiedział
zanim ja zdążyłem otworzyć usta.
-Nie siedźcie za długo i wyłączcie światło po północy, bo
zbliża się burza. – Pani Way wymieniła z synem spojrzenie po czym zwróciła się
do mnie. –Zjedz coś Frank.
-Dobrze, prze pani. –uśmiechnąłem się głupkowato i sięgnąłem
po kanapkę z serem. Zerknąłem na Gerarda który modlił się do pomidora którego
wcześniej położył sobie na talerzu. Chyba nawet nie zamierzał go tknąć.
Nagle tą całkiem normalną kolację przerwało miganie światła.
-Co u licha! – krzyknął pan Way. –Idę sprawdzić bezpieczniki
a wy lepiej już wracajcie na górę. – odparł po czym wstał od stołu i podążył na
korytarz, by zatrzasnąć chwilę później drzwi, za którymi prawdopodobnie znajdowały
się schody do piwnicy.
Gerard z ulgą odepchnął krzesło po czym odruchowo złapał
mnie za dłoń by pociągnąć za sobą. Zanim podążyłem w jego ślady,
spojrzałem jeszcze na matkę Gerarda, która spoglądała jakimś dziwnym wzrokiem na
swojego syna, przenosząc wzrok na nasze złączone dłonie.
Zanim wróciliśmy do pokoju Gerda udaliśmy się do gościnnej
sypialni będącej na drugim końcu domu. Wziąłem jedną stronę materaca a on
drugą. –Podnosimy na trzy – rozkazał. Zataszczyliśmy moje dzisiejsze legowisko
i rzuciliśmy je na środku pomieszczenia. Materac ledwo zmieścił się w
wyznaczonym miejscu, jako że pokój Mojego nie był zbyt wielki. Przez uchylone
okno usłyszałem spadające na parapet krople deszczu. Po chwili dołączył do nich
również grzmot i błysk.
-Rzeczywiście idzie burza. – skwitował Gerard kładąc ręce na
biodrach. –Trzeba będzie iść spać wcześniej niż planowałem – uśmiechnął się
zadziornie. Cholerna burza, jak ja ich nie znoszę. Sam deszcz przeżyję, lubię zasypiać
wsłuchując się w jego rytm przy otwartym oknie. Ale te wszystkie grzmoty i
pioruny budziły we mnie lekki niepokój. Na potwierdzenie moich słów przy
następnym błysku drgnąłem niespokojnie i obróciłem głowę w stronę okna jakbym
spodziewał się zobaczyć coś okropnego. Gerard stojący wcześniej po drugiej
stronie materaca, przeszedł po nim i zacmokał kilka razy. Chwilę później
poczułem jak jego ramiona oplatają mnie w czułym uścisku. –Mój Frankie boi się
burzy? – zapytał żartobliwie ale słyszałem troskę w jego głosie.
-Pff, nie no co ty. –prychnąłem i spojrzałem lekko w górę by
spotkać jego spojrzenie. Kolejny grzmot. Zadrżałem jak głupi i wydałem się
ostatecznie. –szlag…
-Nic nie szkodzi kocie, kiedy tak się płoszysz przypominasz
mi dosłownie, małego przestraszonego kociaka – powiedział śmiejąc się cicho.
-To nie jest kurwa zabawne! –jęknąłem z dezaprobatą. Co on
sobie myśli? Jestem kolesiem, nazywanie mnie małym kociakiem brzmiało
pedalsko. Ej, chwileczkę…
Kolejny grzmot sprawił, że przycisnąłem go do siebie z całej
siły i zacisnąłem powieki.
Może i moje zachowanie było dość teatralne, może
specjalnie przesadzałem by Gerard poczuł potrzebę troski o mnie. Może miałem
nadzieję, że mimo wszystko pozwoli mi ze sobą spać i zapomni o konsekwencjach?
Otworzyłem oczy i spojrzałem na niego. Zaczął głaskać mnie
po plecach i uspokajać szeptem.
–Spokojnie…- usłyszałem nad sobą. –To tylko…
- Nagle jedyne źródło światła w pomieszczeniu zamarło. Latarnia uliczna dająca lekki
poblask przy oknie również straciła moc. Pokój pogrążył się w całkowitych
ciemnościach.
Best fan fictcion ever <3
OdpowiedzUsuńseksowny skurwiel urwie mi suty.. nie mogę z tego XD
OdpowiedzUsuńi ten nastrój przy burzy. >>>
Świetne!
OdpowiedzUsuńBosz, czekam na następny! :3
Sorka, że tak krótko, ale mam podnietę przez Gerarda na tt i nie wiem, co pisać xD
No to...weny!
/GerardwMymLozku
Supeeer :3
OdpowiedzUsuńCzekaaam :3
I like it. /// wiesz kim jestem DX
OdpowiedzUsuń