czwartek, 24 lipca 2014

4. What's wrong with me?



 Za dużo od was wymagam... ale (!!!)
mam tyle rozdziałów, że aż głupio się nie podzielić ;) 
Czytajcie, komentujcie i oczekujcie nowego odcinka w przeciągu kilku dni. Właściwie jedyne co mnie powstrzymuje przed dodaniem wszystkiego naraz to problem z wymyślaniem tytułów do rozdziałów, chociaż i tak wychodzą jako tako xD

x Reckless Ghost

***


 Gdy tylko wróciłem do domu od razu udałem się do kuchni by przyrządzić sobie szybki lunch, czyli kanapkę z szynką. Z tym jakże pożywnym daniem udałem się na kanapę i włączyłem telewizor. Nie wiem właściwie po czym odpoczywałem. Do szkoły wszedłem na zaledwie minutę. To by była cała ciężka praca jaką dzisiaj wykonałem. Z drugiej strony nieźle nadenerwowałem się z Andy’m i jestem pewien, że przez te nerwy schudłem jakieś pół kilo. Jest jeszcze trzecia strona. Gerard Way. Chłopak o którym myślę od pierwszego razu, gdy było mi dane spojrzeć w jego oczy. Zaczynam się martwić swoim tokiem myślenia. Wszystkie myśli skierowane ku niemu mają jakiś dziwny, przyjemny oddźwięk. Jakby się nad tym zastanowić, zupełnie tak samo czułem się gdy zacząłem umawiać się z Rebekah. Kurwa. Tak nie może być! Gadanie ojca o moim ‘pedalstwie’ źle zadziałało. Nie w tym kierunku co trzeba. Z niewiadomego powodu chcę, by rodzice byli ze mnie dumni. Dlatego też zrezygnowałem z handlu tym gównem. Nie zrobiłem tego tylko dla siebie, ale też dla nich. Ojciec liczy się z opinią sąsiadów, więc zrobiłem przysługę sobie, rodzicom ale również całemu sąsiedztwu. Brawo, Frank! Możesz być z siebie dumny. To nie zmienia jednak faktu, że spodobał ci się chłopak. 

 Przełączałem kanały między pogodą a sportem. Kanapka zniknęła w ekspresowym tempie więc po pewnym czasie znudziłem się tym nic nie robieniem. Zakłócając nieznośną ciszę wypełniającą dom, zacząłem nucić jakiś stary kawałek. W poniedziałek zaczynam tydzień próbny w sklepie z płytami pana Colemana. To krok w dobrą stronę. Śpiewałem tak sobie cicho, aż w końcu stwierdziłem ‘pieprzyć to’ i zacząłem wydzierać się na całe gardło. W świetnym humorze, z własnym głosem tłumiącym nieprzyzwoite myśli zacząłem rozbierać się na środku korytarza. Z gołym tyłkiem zostawiając ubrania w kupce kilka metrów naprzeciw wejściowych drzwi, poszedłem do łazienki. Odkręciłem wodę i wszedłem pod zimny strumień. Od razu lepiej. Żadnych problemów. Żadnej szkoły, kokainy, wścibskiego ojca czy Gerarda. Umyłem całe ciało i usiadłem na białych kafelkach wewnątrz kabiny. Woda leciała na moją głowę a mokre, czarne przydługie włosy opadały na twarz. Wyprostowałem nogi i znowu zacząłem o tym myśleć. Naprawdę chcę wyrzucić z głowy tego charyzmatycznego, artystycznego człowieka? Chłopaka który nie znając mnie, uwierzył i pokazał uznanie dla moich czynów. Zrobił coś, na co nie stać mojego ojca. Czy powinienem o tym zapomnieć tylko dlatego, że podejrzewam jakieś głębsze uczucie do niego? Nie jestem do końca pewien, czy jest to coś głębokiego czy może jedynie zauroczenie albo pożądanie. Gerard jest chłopakiem! Ja natomiast heteroseksualnym zagubionym debilem. To, że ja mam szczątkowe uczucia wobec niego nie oznacza wcale, że on jest mną zainteresowany. Jest dziwakiem, outsiderem i wrażliwym artystą ale czy to od razu oznacza, że jest również gejem? Dodałem do siebie jego cechy i taki jest tego rezultat. To samo zrobił mój ojciec, jego znajomi i zapewne również moi. Nie mam wielu przyjaciół. Jaka może być tego przyczyna? Hmm… może myślą, że przy pierwszej lepszej okazji będę próbował ich zerżnąć?! 

Próbowałem wyprzeć myśli o Wayu ale w tym momencie zrobiłem coś zupełnie odwrotnego. Tak to już kurwa bywa! Zaczęło mi się robić zimno ale nadal siedziałem nagi pod tym cholernym prysznicem. Między moimi nogami spoczywał lekko pobudzony członek. Cholera. Czy podnieciłem się myślą o nim? Wstałem nagle i prawie wywinąłem orła na mokrej podłodze. Wyszedłem przytrzymując się ścianki i złapałem za ręcznik. Przykryłem nim dowód mojego zboczenia. Na  nieszczęście rodzice właśnie wrócili. Na posadzce w przedpokoju usłyszałem stukanie obcasów mamy. Ojciec pewnie parkował auto w garażu. Cholera, ubrania są na…
 -Frank!
-Tak mamusiu? –powiedziałem trzęsącym głosem przykładając twarz do drzwi. Zachowuję się jak dzieciak który nabroił a moją zbrodnią jest tylko… właśnie. Co?! Erekcja? W tym momencie mój penis stał już na baczność i nawet ręcznik nie był w stanie tego ukryć. Cały czas podświadomie myślałem o Gerardzie o całej tej chorej sytuacji ale w szczególności o jego oczach, uśmiechu o tym pieprzonym spotkaniu.
-Mamusiu? – obcasy zaczęły stukać coraz głośniej. Stanęła tuż za drzwiami. –Frank, coś ty zrobił? Mówisz tak do mnie tylko gdy coś nabroisz. Masz coś na sumieniu, prawda?
Nie odpowiedziałem.
-W każdym razie, kładę pod drzwiami twoje ubrania. Jestem pewna że ci się przydadzą. 

Odeszła a ja odetchnąłem z ulgą. To będzie cholernie niezręczne. Usiadłem gołym tyłkiem na ziemi i ulżyłem sobie. Inaczej nie mógłbym nawet wychylić się z łazienki po ubranie. Umyłem ręce a potem przy okazji zęby, uspokoiłem się trochę i sięgnąłem po ubranie. Włożyłem podkoszulek z Misfits, ciemne spodnie, bieliznę. Wszystko na swoje miejsce, wszystko tak, by ukryć zbrodnię. 




3 komentarze:

  1. Hej, hej! Przybywam z twittera XD Opowiadanie ciekawe, zaskoczyłaś mnie opisami. Większość blogów na które trafiam zupełnie przypadkiem są ich zupełnie pozbawione ;_; coś okropnego, w ogóle nie mogę się wtedy wczuć i wyobrazić sobie sytuacji! U Ciebie widzę sporo tych dotyczących przeżyć wewnętrznych bohatera, co ogrooomnie mnie cieszy, aczkolwiek prosiłabym o ciut więcej tych dotyczących... świata przedstawionego? Wiesz, kawiarni, domu, wyglądu i takich tam. Co do fabuły nie mam zarzutów, choć troszkę za szybko wszystko się dzieje, ale jeśli tylko pomysły Ci się nie skończą, to w sumie czemu nie? Malutka uwaga dotycząca poprzedniego rozdziału - naprawdę dobrego szkicu nie da się zrobić w minutę, co najwyraźniej Gerardowi się udało... ale to drobnostka, a ja mam w zwyczaju się czepiać. Możesz to zignorować, haha.
    Co do tego rozdziału, to jakiś taki nijaki i o niczym... aczkolwiek opowiadanie dopiero się zaczyna, więc wybaczam. Denerwuje mnie tylko, że za szybko się zakochuje... pls, kto normalny buja się w chłopaku po jednym spotkaniu? Zwolnij trochę!
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za długi i wyczerpujący komentarz ;) doceniam to że jednak ktoś to czyta :D Jeśli chodzi o twoje uwagi, dotyczące tego, jak szybko wszystko się dzieje to właściwie taki był zamiar ;) Frank nie zakochuje się jeszcze w Gerardzie, na razie jest to co najwyżej zauroczenie ale wszystko przed nami :D
      Co do szkicu, nie był robiony w minutę ale może to tak wyglądało jeśli chodzi o opis + wiem w jakim czasie powstają takie 'dzieła' bo sama sporo rysuję (szkoła plastyczna zobowiązuje)
      Ten rozdział był właściwie przejściowy i jak dobrze zauważyłaś, mało było w nim akcji ale następny, który pojawi się jutro, będzie nie dośc że dłuższy, to mam nadzieję ciekawszy.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Biedny Frank i hormony i niesamowity czarnowlosy Gee: okropna mieszanka dla heteroseksualnego debila:D
    Kiedys Gee powiedzial cos co mi sie strasznie spodobalo.
    "Nie chce zeby mnie pozadali homoseksualni mezczyzni. Chce zeby na mnie lecieli heteroseksualni faceci" To bardzo wolne tlumaczenie bo nie pamietam dokladnie angielskiej wersji.

    Dobrze, ze mama Franka nie jest namolna rodzicielka i nie przeprowadzila dochodzenia co nabroil jej syn.
    A Frank i jego zbrodnia? 99 procent nastolatkow to zbrodniarze;)

    Buziaki

    OdpowiedzUsuń