poniedziałek, 28 lipca 2014

5. I'm not okay

Zapraszam i zachęcam do komentowania 

***

Następnego dnia udałem się do szkoły o tej godzinie, o której powinienem to zrobić również wczoraj. Przy swojej szafce zastałem Andy’ego. Miał smutną minę i nawet nie chciał spojrzeć mi w oczy. Westchnąłem i zdjąłem słuchawki z uszu.
-Mógłbyś się odsunąć? Blokujesz mi szafkę – powiedziałem lekceważąco na co chłopak przesunął się krok w lewo.
-Jezu, stary. Przepraszam! Nie powinienem się tak zachowywać. To wszystko najwyraźniej mi kurwa nie służy.
-To nikomu nie służy. –wywróciłem oczyma.
-Jesteś zły?
-Nie, Andy. Jestem kurewsko szczęśliwy, że potraktowałeś mnie jak śmiecia i od razu wymieniłeś na kogoś, kto przyda ci się do roboty!
-Mikey? On nawet nie chciał o tym mówić! Od razu po twoim wyjściu zmienił temat. Właśnie. Gerard spierdolił kilka minut później. Co za czub. Nie dziwię się, że nikt się z nim nie zadaje. Pewnie do tego pedał.
Zacisnąłem zęby.
-Mógłbyś z łaski swojej odpierdolić się od Gerarda? Jeśli tak ma wyglądać nasze pojednanie, to ja chyba wytrzymam jeszcze tydzień w samotności.
-Wyluzuj Iero. Nie wiedziałem, że się z typkiem zakumplowałeś. Sorry za pedała i w ogóle.
-Ech, no dobra. Zgoda. – Zamknąłem szafkę i wyciągnąłem ku niemu dłoń. Od razu się rozchmurzył. To właśnie mój przyjaciel Andy. Nie spragniony pieniędzy dupek ale zabawny, nadpobudliwy świr. Takiego go lubię.

Przed pierwszą lekcją porozmawialiśmy jeszcze trochę. Czyli wszystko wróciło do normy. On coś odjebie, ja mu wybaczam. Gdyby nie to, szlajałbym się wszędzie sam .
Dzień zleciał niebywale szybko i nim się zorientowałem, zadzwonił ostatni dzwonek. Usiadłem jeszcze na ławce przed szkołą żeby zjeść kanapkę o której zupełnie zapomniałem. Wtem przysiadł się do mnie nie kto inny jak Mikey.
-Siema stary! –rzucił na powitanie a ja z pełnymi ustami uśmiechnąłem się do niego.
-Idę po paru znajomych a potem lecimy na miasto. Przyłączysz się?
-Wiesz, chyba nie mam czasu… - odpowiedziałem bez namysłu. Nie chciałem dzisiaj pić a jestem pewien, że to zamierzali robić.
-Znajomi chodzą do tej samej szkoły co Gee a to kawał stąd. Myślałem, że będę mieć towarzystwo na drogę ale jak nie to nie. – prychnął po czym wstał i gdy miał już sobie iść krzyknąłem za nim.
-Okej, pójdę z tobą. Znaj łaskę pana! – uśmiechnąłem się do niego a ten zadowolony trzasnął mnie ręką w plecy kilka razy, jak to zapewne według niego powinni robić kumple.

-Zatem w drogę – powiedział po czym ruszyliśmy. 

***
To był impuls, szybka zmiana decyzji. Co ją spowodowało? Zdjąłem z uszu słuchawki i rozejrzałem się po korytarzu. Szkoła to jak każda inna.
-Lecę do gimnastycznej, poczekaj tu na mnie – powiedział Mikey i zniknął mi z oczu. Była  przerwa. Z klas zaczęły wychodzić tłumy nastolatków przekrzykujących się nawzajem i obrzucających sprośnymi żartami. Podbiegłem natychmiast do ławeczki znajdującej się przy szafkach. Usiadłem i postanowiłem, że tutaj przeczekam ten przemarsz bydła. Nagle tuż obok mnie, bardzo powoli i ledwo zauważalnie przeszedł Gerard. Bez namysłu złapałem go za rękaw i przyciągnąłem tak gwałtownie, że prawie na mnie upadł.
-Oh Frank. – odparł zaskoczony. –Co ty tu robisz? – zapytał.
-Przyszedłem z twoim bratem po jakiś tam jego kumpli. Kończysz lekcje?
-Za godzinę… - odparł czarnowłosy i spuścił wzrok. Znowu się zamknął. Siedzieliśmy w milczeniu a tabuny młodych ludzi nadal przewijały się kilka centymetrów od naszych stóp. Nie. Nie chcę żeby tak było. Zaraz zadzwoni kolejny dzwonek i on zniknie a ja nawet nie zamienię z nim kilku wartościowych zdań. Wiem, że go na to stać ale za chuja nie rozumiem, czego się teraz boi.
-Wracając do wczorajszego dnia. Naprawdę spodobał mi się twój szkic. Masz go przy sobie?
Gerard rozpromienił się nagle. Sztuka. To temat przełamujący lody!
-Pewnie, czekaj tylko znajdę szkicownik – powiedział uśmiechnięty i zaczął grzebać w torbie. – Oto i on. – podał mi plik papieru i czekał na reakcję z mojej strony. Przyjrzałem się ponownie własnemu portretowi po czym przełożyłem kartkę by obejrzeć inne prace. Szkice ludzi, architektury, komiksowych bohaterów.. rozpoznałem Wolverina i Flasha. Były tam chyba też autorskie pomysły, bo znam się na komiksach a kilku nie kojarzyłem.
-I jak? – zapytał czarnowłosy. Spojrzałem na niego i aż uśmiechnąłem się widząc przejęcie na jego twarzy.
-Są świetne! Masz niebywały talent, powiedziałem ci to już wczoraj ale… wow. Jestem pod wielkim wrażeniem.
-Zatrzymaj go.
-Hmm?
-Twój portret. Będę mieć czas, żeby zrobić ich więcej… - chłopak odgarnął z oczu włosy i uśmiechnął się uroczo.
-To miłe z twojej strony. –odpowiedziałem uśmiechem i tak po prostu, bez żadnych złych zamiarów przytuliłem się do niego. Był to tak zwany szybki misiek, coś co zazwyczaj robią bliscy przyjaciele na pożegnanie. Tyle, że ja nie chciałem się żegnać. Dla mnie był to dopiero początek spotkania.
Puściłem go i z oczami utkwionymi w jego, spokojnie się oddaliłem.
-A to za co? –zapytał lekko zmieszany ale nie zniechęcony.
-Za wszystko. Cieszę się, że cię poznałem.
Siedzieliśmy w milczeniu aż kolejny dzwonek nie rozgonił uczniów po klasach. Zostaliśmy sami w długim, szerokim korytarzu. Szmery umilkły i w całej szkole zaczęły się lekcje.
-Nie idziesz? – zapytałem widząc jak czarnowłosy waha się między wstaniem a pozostaniem na miejscu.
-Wolałbym nie. – uśmiechnął się zadziornie i zobaczyłem to. Nie był już tylko nieśmiałą wrażliwą istotką która zauroczyła mnie samym swoim sposobem bycia. Jego spojrzenie wcześniej niewinne, teraz jakby czegoś wymagało. Wymagało czegoś nieprzyzwoitego. Nagle przeszedł mnie dreszcz. Wstałem i oparłem się ręką o szafki naprzeciwko. Kurwa, nie mogę myśleć w ten sposób. Poczułem, że się pocę.
-Coś się stało? – zapytał poważnie Way. Wiedziałem, że wstał i idzie w moim kierunku. Czy naprawdę, samo jego spojrzenie doprowadziło mnie do takiego stanu? To niedorzeczne.
-Nie mogę… - powiedziałem cicho ale nie kierowałem tych słów do niego. Kierowałem je do siebie. –Nie zrobię tego, co ja sobie myślałem… - kolejne szeptem wypowiedziane słowa skierowane były do mojego ojca, który teraz zapewne siedział za biurkiem w pracy.

Gerard opuścił rękę na moje ramie. Poczułem jej ciężar. Gdy zaczął lekko mnie gładzić zacisnąłem z nerwów zęby. Spojrzałem na niego i ze złością uderzyłem pięścią w szafkę. Way odsunął się ode mnie a ja schowałem twarz w dłoniach i załkałem. Cholera. Łzy pojawiły się w moich oczach i dygotałem jakbym znalazł się po środku Grenlandii w samych majtkach.
-Frankie… - powiedział z troską na co ja zawyłem ciut głośniej. Próbowałem to uciszyć ale kurewsko mi to nie wychodziło. Co się ze mną dzieje?! Czy zaprzeczając własnym uczuciom zawiodę ojca? Ośmieszę się, jeśli to wszystko okaże się tylko jakimś moim głupim wymysłem?
Gerard nadal stał i patrzył na mnie, jak na szaleńca. Nie wiedział jak zareagować. Pewnie nigdy nie spotkał się z kolesiem, który poprzez płacz wytwarza wewnętrzną walkę. Rozsądek i moralne zasady przegrywają a głupie zaślepiające uczucie wychodzi na prowadzenie.
-Wszystko okay?
-NIC NIE JEST OKAY! – krzyknąłem tak, że byłem pewien iż jakiś nauczyciel wybiegnie z pretensją z klasy. Nic takiego się jednak nie wydarzyło.
-Frank… czy jesteś chory? Masz astmę czy coś w tym rodzaju? – zapytał nagle z wielkim przejęciem w głosie. Nie, Gerard. Po prostu mi się podobasz i to doprowadza mnie do jakiejś fiksacji – pomyślałem.
Odetchnąłem kilka razy i spojrzałem przez łzy na chłopaka który tak zamieszał mi w głowie. Znam go dwa dni. Dwa pieprzone dni wystarczyły na to, bym zaczął odwalać takie rzeczy.
-Gee, nie jestem chory – powiedziałem drżącym głosem. –A jeśli tak, to tylko i wyłącznie przez ciebie…

3 komentarze:

  1. Świetne opowiadanie
    Czekam na kolejne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy 6 rozdział? Czekam z niecierpliwością :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedne nastoletnie pierdoly. Biedny Franky bo nie ma pojecia co sie dzieje i biedny Gee bo ... no nie wiem czemu ale i tak jest biedny xd
    Niech tate Frankyego pierdzielnie piorun i zaakceptuje syna takiego jakim stworzyla go natura. Natura sie nie myli. Niech dotrze to do taty.
    Dziekujemy Naturze bo Franky i Gee to taka slodka para *pierdiliardy serduszek i wzdychan*

    Czytam w pracy i glupio sie usmiecham do monitora.

    OdpowiedzUsuń