środa, 27 sierpnia 2014

13. I'll let you know just how much you mean to me

Początkowo męczyłam się z tym rozdziałem, nie wiedząc jak poskładac to wszystko w miarę logiczną całośc ale sądzę, że wyszło w miarę znośnie. 

Zostawiajcie swoje opinie w komentarzach :) 

indżoj 

Reckless Ghost x 

***



Cholera jasna. Puściłem czarnowłosego i cofnąłem się o krok napotykając łóżko. Od kiedy ono stało tak blisko?! Uderzyłem się piętą o jego nogę i syknąłem wracając z powrotem w miejsce z którego przyszedłem.

-Frankie, gdzie ty polazłeś? – Gerard po omacku zaczął szukać mojego drobnego ciała które teraz kuliło się na materacu. Wzrok szybko przyzwyczaił mi się do ciemności więc po chwili ujrzałem czarną zamazaną sylwetkę idącą nie w tym kierunku co trzeba.-Tutaj za tobą! – krzyknąłem do niego i zaśmiałem się nerwowo.Jego ręce niezdarnie próbowały wymacać coś, czego mogłyby się pochwycić. Po huku poznałem, że natrafił na drzwi. Mimo iż sytuacja mnie bawiła, postanowiłem pomóc chłopakowi w odnalezieniu drogi. Wstałem i przybliżyłem się do niego o krok.-Frankie, ja naprawdę nic nie widzę. Odezwij się!-Psst – Gerard obrócił się w moją stronę. Ujrzałem lekki poblask zaszklonych oczu. Zaraz, czy on płacze?-Gee… - podszedłem do ciemnej postaci i dotknąłem dłońmi jej twarzy, jakbym chciał sprawdzić czy naprawdę stoi przede mną Gerard, a nie jakaś obca istota podszywająca się pod niego. Oglądałem w życiu mnóstwo horrorów i byłem na tym punkcie przewrażliwiony. Nikt nie mógł wejść do pomieszczenia, nikt nie mógł wypowiadać mojego imienia z tym akcentem, jak nie on. Wciąż jednak obawiałem się, że nagle usłyszę jego głos gdzieś z oddali, z drugiego końca pomieszczenia a postać której twarz tak czule obejmowałem dłońmi, rzuci się na moją szyję niczym wampir.


-Nic ci ni jest? –zapytał szeptem otulając mnie ciepłym oddechem. Pogładziłem  gładką skórę jego twarzy i uśmiechnąłem się szeroko.


-Jestem cały, a ty?

-Poobijałem się o drzwi. –chłopak wybuchnął śmiechem. Usłyszałem w tym  ulgę i radość.

-Płakałeś? – zapytałem zmartwiony. To było naprawdę dziwne.

-Nie, po prostu się wystraszyłem.

-Ty? Wystraszyłeś? – zmarszczyłem brwi ale ciemność która ogarniała nas ze wszystkich stron, nie pozwalała mu tego dojrzeć.

-Przecież widziałem jak się bałeś kiedy światło jeszcze działało. Pomyślałem, że teraz musisz być przerażony i momentalnie spanikowałem.


Nagły błysk zza okna i wtórujący mu grzmot przywrócił nas obu do życia. Krótki świetlny przebłysk pozwolił mi dokładnie obejrzeć jego twarz skrywającą wcześniej strach. Martwił się o mnie. Opuściłem dłonie i odszedłem by usiąść na łóżku.
-Chodź – wezwałem Gerarda cichym słowem, które wydobyło się z moich półprzymkniętych ust. Po chwili poczułem jak łóżko ugina się pod jego ciężarem. Wskoczyłem pod kołdrę o odchyliłem kawałek by on zrobił to samo.
-Nie.. Frank… - opuścił moją dłoń podtrzymującą kant pościeli. Ostudził tym mój entuzjazm i wiecznie tlącą się nadzieję.
-Dlaczego nie?
-Mówiłem ci, że moja mama…
-A co mnie obchodzi twoja mama?! Jestem zmęczony, chcę zasnąć w objęciach mojego chłopaka. – ukryłem się pod kołdrą zaciągając ją po nos, tak, że widoczne były teraz tylko moje oczy. Udałem przysłowiowego focha i zacisnąłem naburmuszony powieki.
-Chłopaka? – Gerard zbliżył się do mnie.
-Hmm – bąknąłem nadal unikając jego wzroku.
-Frankie, ja nie chcę jeszcze spać…
Zrzuciłem niedbale kołdrę i odetchnąłem świeżym powietrzem. Gerard leżał na brzuchu i wpatrywał się we mnie z podejrzanym uśmieszkiem. Teraz, gdy od okna dzieliło nas kilkadziesiąt centymetrów, mogłem zobaczyć o wiele więcej szczegółów. Wcześniej tego nie zauważyłem, ale przed domem Wayów musiało palić się kilka lamp działających mimo braku prądu. Stąd ten lekki poblask.

-Nie chcesz? –zapytałem zdziwiony.
-Chcę się zająć moim chłopakiem jak należy. – Rozdziawiłem w zdziwieniu wargi. Gerard przyczołgał się na łokciach bliżej mojej twarzy i ułożył usta na wprost mojego ucha.
-Zróbmy to – wyszeptał z pożądaniem. Zwróciłem ku niemu twarz i zbadałem każdy jej skrawek by znaleźć chociaż jedną emocję, która zdradzałaby to, że on żartuje. Nie zauważyłem jednak nic takiego. Przewróciłem się na bok i złapałem go w uścisku by wpić się w jego rozchylone wargi. To była moja odpowiedź. Tak, Gerardzie, chcę to z tobą zrobić. Tu i teraz.
Miałem przed oczami obraz jego zręcznych palców odpinających kolejno guziki koszuli. Nie do końca widoczny, rozmazujący się w przestrzeni. Ciemność odebrała mi najważniejszy aspekt całego zajścia. Odebrała mi możliwość ujrzenia jego nagiego ciała. Byłem spragniony tego widoku, jak niczego innego. To była jedna z tajemnic jakie przede mną skrywał. Sam już zdążył poznać każdy zakamarek mojej klatki piersiowej, teraz kiedy zsunąłem już z siebie spodnie, miał również okazję by zapoznać się z dolnymi partiami mojego ciała. Może nie za pomocą wzroku, nie tego nie mógł zrobić tak samo jak ja nie mogłem przypatrzeć się jego jasnej skórze, która wyraźnie odznaczała się na ciemnym tle pomieszczenia. Mógł mnie poznać za pomocą dotyku, a ja mogłem poznać jego. Chłopak rzucił okrycie gdzieś na podłogę i nagle bez słowa zszedł z łóżka. Podążyłem wzrokiem za rozmywającą się jak cień postacią. Usłyszałem dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Teraz byliśmy bezpieczni. Nikt nie mógł odkryć naszej tajemnicy. Nikt nie dowie się o tym, co za chwilę zrobimy.
Z jednej strony strasznie się denerwowałem, z drugiej zaś pragnąłem by to w końcu się stało. Stracę dziewictwo. – uświadomiłem sobie. Zrobię to z chłopakiem, moim chłopakiem. Wyższym ode mnie czarnowłosym, tajemniczym, seksownym ale nie w wyzywający sposób człowiekiem. Zrobię to z Gerardem.

Łóżko znów się ugięło a ja poczułem jak zimna dłoń owija swoim dotykiem wewnętrzną część mojego uda. Leżałem jak sparaliżowany. Byłem jak ślepiec, dostrzegałem Gerarda ale równie dobrze mógł to być ktokolwiek. Miał nogi, ręce. Kształt jego głowy zdeformowany został przez przydługie włosy sięgające prawie do ramion. Mógłby być każdym, nawet kobietą. Czułem do niego w tym momencie ogromny fizyczny pociąg. Wyobrażałem sobie to, co zapewne skrywa jego twarz. Uśmiech mieszany z lekkim zdenerwowaniem. Mimo iż Gerard był pewnym siebie człowiekiem w niektórych kwestiach nie różnił się ode mnie samego. To, co zamierzaliśmy zrobić, poprzedzając wszystko przyjemną, rozluźniającą grą wstępną, było wyzwaniem dla nas obu. Było kolejnym krokiem w naszym związku.
Próbowałem objąć chłopaka dłońmi ale ten odsunął się nagle i zaśmiał.
-O co chodzi? –zapytałem speszony.
-Frankie mógłbyś coś dla mnie zrobić? – zapytał a jego głos był inny niż zwykle. Czułem w nim dozę ekscytacji i jak mi się zdaje, podniecenia.
-Dla ciebie wszystko. – wypaliłem niemal dławiąc się własną śliną której z niewiadomych przyczyn, zapomniałem połknąć.
Chłopak na powrót zbliżył się do mnie. Wyciągnąłem ku niemu dłoń którą on delikatnie pochwycił.
-Podejdź do komody przy drzwiach i z najwyższej szuflady wyciągnij słoiczek. Coś jak opakowanie kremu, rozumiesz? –szepnął mi rozbawiony do ucha. Pokiwałem głową zapominając, że w tym momencie jest to mało czytelne.
-Rozumiem. –uśmiechnąłem się i zeskoczyłem z łóżka. Deszcz przybierał na sile, częstotliwość z jaką krople uderzały o parapet zwiększała się z każdą kolejną sekundą. Wyciągnąłem przed siebie ręce i zacząłem po omacku szukać jakiegoś oparcia, znanej mi powierzchni która doprowadzi mnie do celu.
-Czego dokładnie szukam? –zapytałem jak głupi.
-Bez tego nie możemy zacząć. – łóżko zaskrzypiało a uchylone wcześniej okno zatrzasnęło się uciszając poniekąd trwającą na zewnątrz ulewę.
Zaśmiałem się cicho. Szukam więc wazeliny lub czegoś podobnego. Dobrze Frank, wszystko zmierza ku temu, że to się naprawdę dzieje i nie jest tylko wytworem twojej wyobraźni. Nadepnąłem na coś stopą i odskoczyłem lekko. To był chyba długopis, cholera mam nadzieję, że nie porozsypywał tu szpilek. Natrafiłem palcami na blat. Moja orientacja w terenie podpowiadała, że metr przede mną znajdują się drzwi, co znaczy, że jeszcze krok w prawo i będę mieć pełen dostęp do komody. Otworzyłem górną szufladę.

-Jak ci idzie, kotek? –Gerard nadal rozbawiony przemieścił się, co poznałem po serii dźwięków jakie wydaje z siebie skrzypiący materac. Wymacałem dłonią dno szuflady natrafiając na jakieś przybory kreślarskie, grzebień do włosów i, bingo, niewielki słoiczek.
-Chyba mam. – prychnąłem śmiechem i uniosłem kąciki ust.
-Chodź tu… - chłopak szepnął wabiąc mnie swoim zmysłowym głosem.
W ciemności dojrzałem kontur wyciągniętych w moją stronę ramion. Bez zastanowienia popędziłem w tamtą stronę, nie trafiając na żadną przeszkodę i rzuciłem się na niego. Usłyszałem kolejną falę śmiechu. Nogi Gerarda zwisały dotykając podłogi a ja siedziałem na jego kolanach, wtulając się w jego nagą klatkę piersiową. Upuściłem słoiczek między nogi i jak zaciekawione dziecko z błyskiem w oku, dotknąłem dłonią jego gładkiej skóry. Była ciepła, miła w dotyku i lekko wilgotna od potu co jednak w tej chwili w ogóle mi nie przeszkadzało. Zwróciłem się ku górze by złożyć niewinny pocałunek na jego żuchwie. Czarnowłosy zgarnął plastikowe opakowanie z pomiędzy moich nóg.
-Połóż się – wysapał po czym oplatając mnie dłońmi, skierował moje ciało na materac. Poczułem jak palcem zahacza o gumkę moich majtek, by jednym ruchem opuścić bieliznę poniżej punktu, w którym powinna się docelowo znajdować.
Ułożyłem się kładąc głowę na poduszce. Zimne palce przejechały po moich plecach, docierając po chwili do pośladków które ścisnął dłońmi.
-Cholera-a- wysapałem gryząc materiał. Nagle poczułem coś wewnątrz siebie. Jeden lepki od jakiejś substancji palec i po chwili drugi który dołączył do zabawy by rozedrzeć mnie od środka. Pisnąłem z bólu.
-Ciii, skarbie… - usłyszałem. Dźwięk który wydałem z siebie czując jak kolejne palce w przeciwległych kierunkach rozpychają moje wejście, nie jest porównywalny z żadnym wydawanym przez człowieka odgłosem. Podparłem się rękoma i lekko uniosłem, by poczuć torturującą mnie wcześniej dłoń na plecach. Gerard pewnie i z siłą przywrócił mnie do poprzedniej pozycji.
-To twój pierwszy raz, jak się domyślam… - chłopak szeptał nadal błądząc palcami jednej dłoni w okolicach mojego zadka.
-A jak myślisz? – syknąłem z bólu. Byłem podniecony, rozkojarzony i częściowo straciłem poczucie rzeczywistości. Znów usłyszałem ten cichy śmiech o barwie, tak wyjątkowej jak sam jego właściciel. Byłem niedoświadczony a on zdaje się, wiedział co robi. W tym momencie nie chodziło o to, by dostarczyć jemu upragnionej przyjemności ale by pokazać mi, że takowa istnieje.
-Oprzyj się kolanami o materac i unieś ku górze – usłyszałem rozkaz który bez namysłu wykonałem. Wiedziałem, gdzie za chwilę znajdzie się jego członek. Sam czułem napierającą na materac erekcję pragnąc ukojenia, ale nie wiedziałem jak takowe otrzymać. Poczułem wilgoć w podatnych na nią miejscach. Włosy opadły na moją twarz lepiąc się do niej wraz z potem.

Dźwięk rozpinanego rozporka. Odzież rzucona wraz z resztą na podłogę. Mocny uścisk jego dłoni na moich biodrach. Członek który bez ostrzeżenia znalazł się we mnie, powodując znaczny dyskomfort, ból i inne, dziwne uczucia jakich dotąd nie doświadczyłem. Poczułem jak się we mnie porusza, powoli, żeby nie sprawić mi większego bólu.

Odetchnąłem z ulgą gdy początkowy ból, zmniejszył się do minimum sprawiając mi teraz więcej przyjemności niż szkody. Trzymałem kurczowo pościeli, zaciskając mocniej gdy ten napierał na czuły punkt, który udało mu się znaleźć w ekspresowym tempie. Jęknąłem głośno i rozchyliłem z rozkoszy usta, jeszcze bardziej, by niemal krzyknąć gdy jedna z Jego dłoni ścisnęła mojego penisa. Biała ciecz bez uprzedzenia pobrudziła jego rękę która niespiesznie cofnęła się by na powrót złapać moje biodro. Poczułem jak jego lepkie palce wbijają się wraz z paznokciami. Usłyszałem nad sobą ciche westchnienie i jęk. Wyszedł ze mnie pozostawiając wilgotne uczucie rozprzestrzeniające się wewnątrz, na moich nogach, wszędzie. Drżąc przekręciłem się na plecy i niewidzącym wzrokiem próbowałem odszukać jego ginącą w mroku sylwetkę. Znajdując zgubę, która cały czas nade mną spoczywała, złapałem i przyciągnąłem do ciebie chłopaka by złożyć na jego ustach agresywny, pełen wdzięczności pocałunek. Wplotłem niepewnie dłonie w jego włosy, nieporadnie odgarniając je do tyłu.

-Frank.. –cichy głos spoczywającego obok chłopaka.
-Hmm… -mruknąłem gdy mój oddech zaczął się uspokajać.
-Wszystko w porządku? –jego dłoń oplotła mnie w pasie. Leżeliśmy plecami do siebie, pozbawieni siły by cokolwiek z tym faktem zrobić.

-Jesteś cudooowny – wysapałem uśmiechając się sam do siebie.

Poczułem jak jego ciało oddala się od mojego. Po chwili przykrył nas obu zwiewną, letnią kołdrą. Moje powieki lepiły się do siebie, dając znak, że za chwilę odpłynę w krainę sennych przyjemności, jakbym nie miał ich wystarczająco na jawie. Mruknąłem zadowolony i zwinąłem się naciągając kołdrę po samą szyję. Zasnąłem czując na karku nos Gerarda, wypuszczający z siebie ciepłe, kojące powietrze. 


10 komentarzy:

  1. Seksy, seksy, seksy, seksy...
    Bosz, umieram xDDDD
    Seksy są dobre. Seksy są fajne.
    Bicz pls stałam się gimbuską ;__;
    No, ale no super no..
    Ile razy jeszcze powiem "no"?
    No, to ten tego...
    podobało mi się.
    No nie umiem nic powiedzieć, bo mam takie "O" na ryju.
    Ale szeksz był pikny :33333333]
    No to czekam na następny...i weny życzę!!!!!!!!
    Papatki ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, to jest chyba mój pierwszy komentarz na Twoim blogu, no ale cóż, w końcu chcę się ujawnić.
    Bardzo mi się podoba Twój blog, styl pisania i bohaterowie. Piszesz tak lekko, przyjemnie się to czyta. Nie ma żadnych błędów, a jeśli są, to jakieś malutkie, które można pominąć ;)
    No ale jak to ja, muszę oczywiście napisać o wadach, by potem przejść do kolejnych plusów tego bloga :)
    A więc WADY (a raczej jedna, maluczka wada):
    -Akcja za szybko się dzieje. Frank poznaje Gee, zaczyna się w nim zakochiwać, kocha go, Gee kocha jego i potem się pieprzą. Moim zdaniem dopiero teraz Frank powinien powiedzieć Gee co do niego czuje, bo to, czy kogoś kochamy czy nie, wcale nie jest tak wiadome dla nas na początku.
    ZALETY:
    -Przyjemnie napisane, tak naturalnie, bez wymuszania niczego
    -Bohaterowie są bardzo fajni, chociaż za bardzo ich nie znamy. Mam jednak nadzieję, że lepiej ich poznamy w kolejnych rozdziałach :)
    No i tak jak mówiłam na początku: blog bardzo mi się podoba, mam go w szybkim wybieraniu na laptopie :)
    Mam nadzieję, że nie obrazisz się za moją konstruktywną krytykę, tylko ją przyjmiesz i się zastanowisz.
    ~BulletproofBlade [http://welaughasdie.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz i krytykę której bardzo mi w odpowiedziach na kolejne rozdziały brakowało.
      Jeśli chodzi o to, co Frank czuje do Gerarda i na odwrót, nie można nazwac tego jeszcze miłością, absolutnie.
      Jest to co najwyżej zauroczenie i ogromny pociąg fizyczny, jak pewnie zdążyłaś zauważyc.
      Ten ich seks, to tak naprawdę początek, jakby, przejście do drugiej części tego opowiadania. Celowo umieszczony tak wcześnie ;)

      pozdrawiam x

      Usuń
    2. A, no dobrze, chyba że tak. No to przepraszam bardzo. My mistake.
      Ale jak mówiłam, blog bardzo mi się podoba, będę od teraz komentować, jestem ciekawa, co się teraz stanie :D

      Usuń
  3. Nie jestem w stanie nic napisac, wroce tu gdy sie ogarne bo chce mi sie piszczec, ryczec i skakac z radosci, dziekuje,kocham to

    OdpowiedzUsuń
  4. Lekko i przyjemnie się czyta, choć fakt faktem, akcja trochę za bardzo gna. Ale jest bardzo w porządku, sympatycznie i w ogóle. :)

    Jeśli chodzi o problemy z czcionką: zaznacz cały tekst, znajdź w pasku przycisk "usuń formatowanie", a jeśli to nie podziała, to skopiuj tekst, wklej go do notatnika i z notatnika z powrotem skopiuj do posta. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okej, a więc obiecałam, że przeczytam i zostawię po sobie ślad. Przyznam, że bardzo miło czyta się twoją twórczość. Urzekło mnie to, z jaką lekkością kreujesz język swoich bohaterów, szczególnie w paru początkowych rozdziałach. Wypowiedzi Franka czy Andy'ego brzmiały jak żywcem wyjęte z ust nastoletnich chłopców, co bardzo mi się spodobało, bo ja sama nigdy nie potrafię odwzorować slangu czy młodzieżowej nonszalancji, a tobie się to udało :). Po komentarzach widzę, że inni, podobnie jak ja, uznali akcję za trochę zbyt szybką, jednak nie miej mi tego za złe. Po prostu mam pewien pociąg do pełnych napięcia fanfików, które rozwijają się powoli. Twoje opowiadanie ma w sobie "to coś", czego często mi brakuje w twórczości innych fanek, za co od teraz masz we mnie wierną czytelniczkę :).
    Życzę dużo weny! <3
    xoxo Kot

    OdpowiedzUsuń
  6. Troche za szybko i za ktoko. Zaluje ze chlopcy nie mieli szansy na dluzsze przytulanko chociaz jak na Twoje pierwsze gejoporno wyszlo calkiem zgrabnie.
    :)

    OdpowiedzUsuń